Wpisy

🍃Liść melisy używany w postaci naparu uważa się za trunek uspokajający. Czy redukuje stres? Sprawdziłam na sobie i przejrzałam kilka artykułów i 👀badań na ten temat.

💁🏼‍♀️Za mną kilkanaście pierwszych dni w nowej pracy. Mogę więc założyć, że jest to dobre środowisko do przeprowadzenia empirycznych badań nad stresem 😅 Postanowiłam wziąć na tapetę melisę. 🍵Piłam ją przez 2 tygodnie, w dni pracujące, po śniadaniu (ok. godz. 9-10). To, co odczułam na sobie to rzeczywiście efekt ukojenia (w pierwszych dniach, gdy stresu było najwięcej)😏, ale też zauważyłam, że napędza do działania (dawała mi kopa niczym kawa💃🏼).

Potem przejrzałam kilka artykułów i sugerują, że melisa:
👉🏼nieznacznie uspokaja i poprawia nastrój
👉🏼ma niewielki wpływ na poprawę uważności
Natomiast z badań z 2014 wynika, że:
👉🏼dla grupy badanych, którzy wypili napar z 0,3 g melisy i 0,6 g melisy (ze słodzikiem) poziom niepokoju („state of anxiety”) po 1 godzinie i 3 godzinach od wypicia znacząco się zmniejszył.🤔 Hmmm… Może nie bez kozery używano jej już 2 tysiące lat temu w greckiej medycynie, gdzie nazywano ją „radością dla serca”? 😝

A… i w żadnym z przeglądanych badań melisa nie wykazywała negatywnych skutków ubocznych. Cały czas jestem jednak zdania jednak, że to zależy od organizmu💁🏼‍♀️ Na każdego działa coś innego. Melisa jest ogólnie bezpieczna i legalna, więc może warto ją przetestować na sobie? Jak myślicie?

🍵🍵Są tu jakieś meliso-pijaki? Jak na Was wpływa melisa? Podzielcie się!👇🏼

P.S. Wikipedia podaje, że melisę stosuje się również do „płukania jasnych włosów przy wypadaniu i łupieżu” – no nie wiem… 🙃😂

via Nutrients. 2014 Nov; 6(11): 4805–4821. Published online 2014 Oct 30. doi: 10.3390/nu6114805
Anti-Stress Effects of Lemon Balm-Containing Foods
Andrew Scholey,1,* Amy Gibbs,1 Chris Neale,1 Naomi Perry,1 Anastasia Ossoukhova,1 Vanessa Bilog,1 Marni Kras,1 Claudia Scholz,2 Mathias Sass,3 and Sybille Buchwald-Werner4

Źródła:

[1] DO. Kennedy, W. Little, AB. Scholey. Attenuation of laboratory-induced stress in humans after acute administration of Melissa officinalis (Lemon Balm). „Psychosom Med”. 66 (4), s. 607-613, 2004. DOI: 10.1097/01.psy.0000132877.72833.71. PMID: 15272110.
[2] DO. Kennedy, AB. Scholey, NT. Tildesley, EK. Perry i inni. Modulation of mood and cognitive performance following acute administration of Melissa officinalis (lemon balm). „Pharmacol Biochem Behav”. 72 (4), s. 953-964, 2002. DOI: 10.1016/S0091-3057(02)00777-3. PMID: 12062586.
[3] J. Cases, A. Ibarra, N. Feuillère, M. Roller i inni. Pilot trial of Melissa officinalis L. leaf extract in the treatment of volunteers suffering from mild-to-moderate anxiety disorders and sleep disturbances. „Med J Nutrition Metab”. 4 (3), s. 211-218, 2011. DOI: 10.1007/s12349-010-0045-4. PMID: 22207903. PMCID: PMC3230760.

[4] Nutrients. 2014 Nov; 6(11): 4805–4821. Published online 2014 Oct 30. doi: 10.3390/nu6114805
Anti-Stress Effects of Lemon Balm-Containing Foods Andrew Scholey,* Amy Gibbs, Chris Neale, Naomi Perry, Anastasia Ossoukhova, Vanessa Bilog, Marni Kras, Claudia Scholz, Mathias Sass, and Sybille Buchwald-Werner

[5] https://www.nature.com/articles/1300230

Dlaczego stresujemy się tym, jak nas widzą i nieustannie zabiegamy o uznanie?

bo traktujemy jak własne nawet te sprawy, które powinny należeć do innych ludzi. Wait, WHAT?

Ostatnio czytałam ciekawą książkę, która skłoniła mnie do pochylenia się na tym tematem. Wnosi ona, że czyjaś opinia na mój temat (jego sympatia lub antypatia) to zadanie w 100% tej osoby, a nie moje.

To stwierdzenie swój grunt ma w psychologii Adlera i umiejętności rozdzielania zadań. Polega na tym, by z początku zastanowić się: do kogo należy dane zadanie, a następnie dokonać podziału zadań bez emocji i wyznaczyć granice, na której kończy się nasza odpowiedzialność, a zaczyna cudza.

Ktoś powie: „OK, ale jesteśmy istotami społecznymi, potrzebujemy aprobaty innych. Musimy więc o nią zabiegać i starać się, by ludzie nas lubili.”

OK – ale jeśli potrzebujemy aprobaty wszystkich, co to by oznaczało? Na zdrowy rozsądek to niemożliwe. Musielibyśmy odgadywać cudze uczucia/życzenia, być lojalni wobec wszystkich i żyć według ich oczekiwań. A tu zachodzi sprzeczność, bo byłoby to życie w zakłamaniu wobec samego siebie. Ponadto, życie według czyichś oczekiwań = powierzanie własnego życia innym.

Tu należy też wziąć pod uwagę drugą stronę medalu. Inni ludzie nie żyją po to by spełniać nasze oczekiwania. Nawet jeżeli jesteś dla kogoś miły, to nie znaczy, że ta druga osoba będzie – to jest jest zadanie, jej wolny wybór. To jest tylko Twoje oczekiwanie. Analogicznie – jeżeli ta osoba postanowi być dla Ciebie niemiła, Twoim wolnym wyborem jest zostanie w tej relacji lub porzucenie jej.

Ja się z tym zgadzam. Być może dlatego, że jestem stu-procentowym wolnościowcem i można powiedzieć, że na tym punkcie mam bzika 😛 Ktoś mnie nie lubi – OK, jego wolny wybór. Wg teorii Adlera to, że ktoś Cię nie lubi „to dowód na to, że dążysz do wolności i jesteś wolny oraz oznaka tego, że żyjesz w zgodzie z własnymi zasadami(…) Dopóki człowiek nie przestanie się przejmować cudzymi opiniami(…) dopóty nie będzie w stanie podążać swoją drogą. Innymi słowy, taki człowiek nie będzie wolny.”

Ciekawe spojrzenie. O ile może łatwiej to pojąć, o tyle wdrożyć w praktyce – znacznie trudniej. Zapraszam do dyskusji. Co o tym myślicie? Psychologia Adlera pod pewnymi względami jest sprzeczna z powszechnie przyjętymi poglądami i wykracza grubo poza to jedno stwierdzenie. Adler np. twierdził, że wszystkie problemy są problemami interpersonalnymi.

~za „Odwaga bycia nielubianym” I.Kishimi & F.Koga (recenzja niedługo)

Ostatnio rozmawiałam z bliską osobą o czasach mojego liceum. Niewiele pamiętam z tego okresu…

W 1 klasie przez kilka miesięcy żyłam w silnym stresie spowodowanym szkołą, a konkretnie zmianą środowiska i jedną nauczycielką od matematyki (co w rezultacie skończyło się później depresją).

Pamiętam, że w tamtym okresie miałam wrażenie, że mój mózg się wyłączył. Docierały do mnie informacje, ale nie byłam w stanie nic z nimi zrobić: ani ich zapamiętać, ani ich przeanalizować i wyciągać wniosków.

Nie potrafiłam się na niczym dłużej skoncentrować, a nauczenie się czegoś zajmowało mi 4 razy więcej czasu niż moim rówieśnikom. Oczywiście ucierpiały na tym moje oceny. Byłam wtedy bardzo zmęczona psychicznie. Byłam zmęczona nauką i stresem, ale nie chciałam „marnować” pięknych chwil swojego życia na zagłębianie się w to, co się ze mną dzieje. Dlatego udawałam (przed sobą i wszystkimi wokół), że wszystko gra.

Rezultat jest taki, że z tych „pięknych chwil” teraz pamiętam prawie NIC, ponieważ długotrwały stres spustoszył te wspomnienia.

Dlaczego tak się stało?

Bo widzicie, przy długotrwałym stresie nasz organizm znajduje się w stanie ciągłego pobudzenia fizjologicznego. Normalnie, organizm ma to do siebie, że w stresie aktywuje reakcję walki/ucieczki, a gdy stres mija, organizm powraca do stanu „rozluźnienia”. Jednak gdy odczuwany stres jest przewlekły, organizm znajduje się w ciągłym stanie walki/ucieczki i nigdy nie powraca do normy.

Podczas gdy krótkie epizody stresowe nas mobilizują do działania i faktycznie, wg niektórych badań nawet poprawiają pamięć, tak długotrwały stres jest wyniszczający i wpływa na wiele funkcji pamięciowych i poznawczych mózgu. Może nawet powodować zmiany w niektórych jego obszarach powodując długotrwałe uszkodzenia.

Chciałabym Wam zwrócić na to uwagę. Dbajmy o siebie wtedy, gdy zauważamy, że coś jest nie tak. Że gdzieś nas tam „ciśnie”, nawet jeśli nie wiemy jeszcze gdzie. NIE WARTO tego kitrać w sobie, bo potem to i tak wyjdzie w ten czy inny sposób.

Przeczytaj ten artykuł i poznaj techniki relaksacyjne, które mogą pomóc w rozładowaniu stresu. Jednak gdy czujesz, że masz do czynienia z chronicznym stresem, odpowiednio zadbaj o siebie:

1. zastanów się, co może być jego przyczyną;

2. zmień środowisko lub styl życia, spróbuj przywrócić stan równowagi, naucz się wyrażać emocje w odpowiedni sposób;

3. znajdź odpowiednią dla siebie pomoc specjalistyczną.

czy podpalasz siebie by zadowolić innych
czy podpalasz siebie by zadowolić innych

✨Możesz.✨

Tak naprawdę…dopiero dorosłość pozwoliła mi to zrozumieć🤯⁣ Kilka lat zajęło mi zaniechanie mówienia „TAK” tylko po to, by w mojej głowie nie pojawiał się niepokój i to głupie poczucie winy. Poczucie, że nie spełniam czyichś oczekiwań.😩😩😩

🔸Gdy przestałam chodzić na kompromisy w sprawach, które nie powinny im podlegać,
🔸Gdy przestałam troszczyć się o wszystkich wokół, zamiast o siebie,
🔸Gdy zaczęłam robić rzeczy, które są DLA MNIE ważne, zamiast zaspokajać potrzeby i pragnienia innych,
🔸Gdy zaczęłam odmawiać osobom i sytuacjom, które powodowały, że czuję się źle
…w końcu przestałam czuć się okropnie sama ze sobą. Uhonorowałam siebie. W końcu! 💪🏼

❔Często pytacie się mnie, jak to zrobić? Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Ja w siebie włożyłam ogrom pracy indywidualnej. Najpierw zauważyłam swoje emocje i określałam problem (czasami określenie problemu jest najtrudniejsze w całym procesie). Potem dzień w dzień, małymi krokami zmieniałam swoje myśli i zachowania. Zaczęłam sobie na nowo tłumaczyć wszystkie rzeczy. Na nowo tworzyć środowisko, w którym chcę żyć. Opiekować się tą małą Magdą, która żyje we mnie. Przyznaję, że dzięki książkom, warsztatom i osobom, które poznałam większość tych rzeczy zrobiłam bez terapii, ale chcę Wam zwrócić uwagę, że to NIE jest dobre wyjście dla wszystkich. Jeżeli czujesz, że potrzebujesz pomocy, zwróć się proszę do specjalisty.

Ja cały czas się siebie uczę, rozwijam i rosnę w swoim tempie🌷 ale chcę żebyś Ty też wiedział/a, że TO TY jesteś najważniejszą osobą w swoim życiu. Ty zarządzasz swoim czasem i swoją energią. Kropka. Właśnie dlatego możesz:
🔸 Opuścić jednostronny związek lub przyjaźń
🔸 Opuścić toksyczne miejsce pracy⁣
🔸 Opuścić spotkanie towarzyskie, które nie sprawia Ci przyjemności
🔸 Opuścić niekomfortową/poniżającą rozmowę

Cokolwiek, co powoduje, że nie czujesz się dobrze. Nie musisz podpalać siebie, by ogrzewać innych! Twoje poczucie komfortu JEST WAŻNE.✨

Ocenianie innych. Któż z nas tego nie robi, niech pierwszy rzuci kamień! Ale, czy wiecie dlaczego oceniamy innych? Ja trafiłam na słowa cudownej Sary Cuburic, która pięknie ujęła to w 8 punktach.💖

Często stresujemy się tym, że inni nas osądzają, czyż nie? 😏 No własnie, ale zobaczcie ile osądzanie mówi o osobach, które to robią. Ile to mówi na przykład o koleżankach, które Was obgadują.

Ale… Zobaczcie, ile to mówi także o nas samych, gdy osądzamy innych🤔 Naprawdę sporo można się o sobie dowiedzieć.😮

Temat jest o tyle ciekawy, że znowu – wychodzimy z Ty* do Ja*. Zamiast skupiać się na innych (bo Ty…), skupiamy się na sobie (dlaczego ja…), by rozłożyć na czynniki pierwsze, na przykład, uczucie złości, zazdrości i poirytowania itd.

🗣️Mówię o tym głośno, bo czasami osądzamy innych w sposób bardzo okrutny. Sama tego doświadczyłam na sobie wiele razy. Dlatego apeluję: zastanówmy się nad tym. Osądzanie innych jest łatwe, ale co leży pod spodem? Co jest tego przyczyną? Zastanawialiście się kiedyś?💭💭💭

🙋🏼‍♀️Pytacie mnie o naprawdę wartościowe książki o stresie i niepokoju. Oto jedna z nich!

📖”Nie wszystko będzie źle” to poradnik napisany przez Dr Kathleen Smith, terapeutkę piszącą m.in. dla New York Timesa. To poradnik dla wszystkich, którzy doświadczają lęku, stresu i niepokoju stworzony w oparciu o teorię zachowań ludzkich, zwaną terapią Bowena. Autorka wykorzystuje w niej przykłady ze swojej pracy terapeutycznej i ukazuje, jak jej pacjenci (pod jej okiem) pracują nad pozbyciem się niepokoju.

✔️Książka porusza następujące tematy:
-Czym jest i jak działa niepokój
-Jakie strategie używają rodziny w radzeniu sobie ze stresem
-Jak radzimy sobie z niepokojem w relacjach przyjacielskich
-Jak znaleźć swoje miejsce w społeczności
-Jak radzić sobie ze stresem i niepokojem w trakcie poszukiwania pracy
-Czy niepokój w mediach społecznościowych istnieje
-Kontrowersyjne tematy i niepokój

Jest logiczna, konkretna i przemyślana, a jak na poradnik miło i szybko się ją czyta. Super jest też to, że każdy rozdział kończy się konkretnymi ćwiczeniami do samodzielnej pracy nad sobą. Autorka podkreśla, że praca z niepokojem i lękiem to trudna i długa droga, ale ćwiczenia mogą wpłynąć na poprawę relacji z innymi i zmniejszenia uczucia niepokoju i stresu na co dzień. Oczywiście książka nie rozwiążę wszystkich Waszych problemów. Nie jest uniwersalna, bo takiej książki się po prostu nie da napisać, ale uważam, że każdy chociaż raz w życiu miał jeden z wziętych pod lupę problemów i tutaj można szukać wartości.

Przeczytanie tej pozycji przede wszystkim skłoniło mnie do refleksji. Przyznam, że w tej chwili na niektóre relacje i zachowania patrzę inaczej.

🖋️Moja ocena: 4,5/5

Poradnik podarowało mi Wydawnictwo Znak, za co serdecznie dziękuję 🙂

*Poradnik nie zastąpi terapii i nie powinien być stosowany, jako substytut porady wykwalifikowanego lekarza, ale jestem pewna, że wielu osobom realnie może pomóc (ja wyciągnęłam z niej naprawdę wiele).

Kochani, zbliża się rocznica założenia StresKilera, dlatego przygotowałam dla Was coś specjalnego i, w mojej ocenie, bardzo pomocnego!

Na początku zadam Ci pytanie: czy wiesz, jak się teraz czujesz? Czy jesteś w stanie to dokładnie nazwać lub określić powstałe emocje?

Nazywanie swoich własnych uczuć i emocji jest według mnie czymś, czego powinniśmy uczyć się w szkole podstawowej. Jest to bardzo ważny krok. Czasami nie radzimy sobie z własnymi uczuciami właśnie dlatego, że nie jesteśmy ich świadomi. Dopiero ich etykietowanie pomaga nam lepiej je zrozumieć i „rozplątać”. Niektórzy myślą, że nazywanie (zwłaszcza tych trudnych) emocji, czy uczuć powoduje, że stają się one silniejsze i że może to pogorszyć sytuację. Nieprawda! Sam/a zobaczysz, że nadanie im nazwy tak naprawdę daje Ci władzę.

Władzę? Tak, bo skoro wiesz, co czujesz, to możesz pozwolić sobie na to, by przez to (uczucie) przejść. Uczucia, jak sama nazwa wskazuje, wymagają od-czucia. Musisz je poczuć! Rozpoznanie i zaakceptowanie uczuć otwiera przestrzeń do podjęcia DZIAŁANIA lub POZWOLENIA na nie. Nazywanie swoich emocji bardziej świadomie owocuje lepszym zrozumieniem siebie, a także innych. Emocje zwracają nam także uwagę, gdy przydarzają nam się dobre rzeczy – wtedy czujemy się np. kreatywni, odważni, wdzięczni🙏

Mapa emocji Roberta Plutchika

Czasami trudno jest nam jednak znaleźć właściwe słowo (słowa), które opisują to, jak się czujemy. „Czuję się źle” to w mojej ocenie zbyt skąpy opis. Właśnie dlatego przygotowałam mapę emocji według Roberta Plutchika oraz koło uczuć według Kaitlin Robbs. Dzięki temu nauczysz się lepiej wyrażać, co naprawdę czujesz.

🔻 Mapa emocji Plutchika opisuje relacje między różnymi emocjami, analogicznymi do kolorów na kole. Każda z emocji wzajemnie się przenika i łączy z pozostałymi. Patrząc od wewnątrz koła widzimy osiem podstawowych emocji, które każdy z nas jest w stanie rozpoznać. Idąc na zewnątrz zauważamy, że zmniejsza się ich intensywność. Emocje przeciwległe na kole są przeciwnymi emocjami w rzeczywistości, bo wg Plutchika nie możemy doświadczać ich w tym samym czasie.

Jak czytać mapę? Zidentyfikuj podstawową emocję ze środka koła i podążaj za kolorem, dopóki nie znajdziesz konkretnej emocji, która Ci pasuje.

Koło uczuć Kaitlin Robbs

🔻 Koło ilustruje relacje między podstawowymi (pierwotnymi) uczuciami oraz ich podrzędnymi. Poprawnie użyte koło Robbs pomoże odpowiedzieć Ci na pytanie „Jak się czuję?”. Pierwotnie koło miało być używane przez nauczycieli, aby pomóc uczniom wyrażać się jaśniej. Mnie osobiście to koło bardzo pomogło, mimo że zaczęłam je używać dopiero, gdy skończyłam studia.

Jak czytać koło? Zacznij najmniejszego koła i od podstawowego uczucia. Następnie przejdź po kolorze do kół zewnętrznych, by uzyskać bardziej szczegółowe odpowiedzi. Samo koło nie jest przełomowe w świecie słownictwa, ale na pewno pomoże tym, którzy mają trudności ze sprecyzowaniem tego, jak się czują.

koło uczuć Robbs
koło uczuć Robbs

Rozpoznaj swoje emocje i uczucia

Emocje od uczuć różni to, że emocje są silne i bezpośrednie, uwarunkowane genetycznie, przychodzą i odchodzą szybko. Uczucia zaś reprezentują resztki emocji, pochodzą z naszej interpretacji wydarzeń i wrażeń i nie są tak intensywne. Istnieje maksymalna liczba emocji, które możemy mieć, ale nie ma maksymalnej liczby uczuć.

Istnieje 5 nieformalnych (i mocno uproszczonych) kroków do radzenia sobie z uczuciami: 1. Akceptuj 2. Zidentyfikuj 3. Zbadaj (emocje) 4. Wyrażaj 5. Odpuść. Jak widzisz identyfikacja zajmuje bardzo ważne miejsce w tej hierarchii 🙂 Stosując te koła zauważysz, że nie jesteś po prostu „smutny”, ale raczej zraniony i zlekceważony.

Jeśli to czytasz, zrób sobie wyzwanie na najbliższy tydzień: Wykorzystaj te koła i bądź bardziej uważny/a swoich emocji. Codziennie postaraj się wskazywać, co dokładnie czujesz i zapisuj to w zeszycie każdego dnia. Zadaj pytanie swoim dzieciom, małżonce, przyjaciołom lub innym członkom rodziny: „Jak się czujesz?” i zachęć ich do dokładnego odpowiedzenia na to pytanie!☀️

Poniżej znajdują się pliki A4, gotowe do druku, w wersji .pdf. Możesz je ściągnąć, wydrukować i powiesić na lodówce 🙂

Pobierz mapę emocji

Pobierz koło uczuć

Przeczytaj także…

Media społecznościowe niewątpliwie mają wiele zalet, np.: otwarta i szybka komunikacja oraz tworzenie i podtrzymywanie relacji. Czy jednak ich używanie na co dzień może mieć wpływ na nasze zdrowie psychiczne? 

Czy zdarza się, że czujesz niepokój i zdenerwowanie, gdy nie możesz sprawdzić, co się dzieje na Facebooku lub Instagramie? 

Wierzcie lub nie, ale jest to prawdziwe zaburzenie. Zaburzenie lękowe w mediach społecznościowych to stan zdrowia psychicznego podobny do lęku społecznego. W Stanach Zjednoczonych zaburzenia lękowe są najczęstszymi zaburzeniami zdrowia psychicznego. 

Większość z nas ma świadomość, że media społecznościowe mają wpływ na nasze zdrowie psychiczne i są związane ze stresem i lękiem. Ale zakładamy, że nie jest to aż tak groźne.

Media społecznościowe mogą być źródłem długotrwałego stresu i niepokoju. Większość internautów nie denerwuje się, ani nie stresuje, gdy przez dłuższy czas są odcięci od powiadomień socialowych. Jednak dla osób z zaburzeniami lękowymi samo przebywanie z dala od konta na Facebooku lub Instagramie i niemożność sprawdzenia powiadomień przez kilka minut może powodować poważne lęki. 

Oto najczęstsze objawy zaburzeń lękowych w mediach społecznościowych:

  • Sprawdzanie nowych powiadomień w trakcie rozmowy
  • Utrata zainteresowania innymi działaniami, brak hobby
  • Izolacja od rodziny i przyjaciół
  • Spędzanie w social mediach ponad sześć godzin dziennie
  • Próby ograniczenia korzystania z mediów społecznościowych zakończone niepowodzeniem
  • Występujące objawy “odstawienia” przy braku dostępu do mediów społecznościowych
  • Intensywna potrzeba dzielenia się swoim życiem z innymi w serwisach społecznościowych
  • Nerwowość lub niepokój, w przypadku braku możliwości sprawdzenia nowych powiadomień

Wydaje się, że im bardziej otaczamy się nową technologią, tym bardziej jesteśmy zestresowani. Według ekspertów prawie 20% osób posiadających konta w mediach społecznościowych nie może wytrzymać dłużej niż trzy godziny bez ich sprawdzenia. A badania przeprowadzone dwa lata temu m.in. przez The Royal Society of Public Health wskazują, że połowa badanych w wieku od 14 do 24 lat potwierdziła, że Instagram i Facebook powodują w nich uczucie niepokoju. 

Wg badań dr Timothy C. Liu (psychiatra, Yale University) i innych, około 30% osób korzystających z mediów społecznościowych spędza online ponad 15 godzin tygodniowo, czyli ponad 2 godziny dziennie. 

Dużo? Postanowiłam to sprawdzić. Instagram to w zasadzie główne medium społecznościowe, z którego korzystam. Jeśli do mnie pisaliście, to wiecie, że dosyć szybko odpisuję na wiadomości.

Powyższy obrazek pokazuje, ile czasu dziennie (średnio) ja spędzam na Instagramie. Jak widzicie nie można mnie zaliczyć do grupy z badania Timothy.

Warto podkreślić, że spędzanie kilku godzin dziennie w mediach społecznościowych może zmniejszyć zdolność do czerpania radości z prawdziwego życia. Jeśli spędzasz zbyt dużo czasu online, możesz nie mieć wystarczająco dużo czasu na odpoczynek, naukę lub spędzanie czasu z bliskimi. Możesz mieć zaburzenia, które wpływają na Twoje zdrowie, zarówno fizyczne, jak i psychiczne.

Zaburzenia zdrowia fizycznego spowodowane uzależnieniem od mediów społecznościowych

Dwa lata temu byłam na konferencji marketingowej, w której miał wziąć udział pewien prelegent. Nie przyszedł, ponieważ okazało się, że musi mieć natychmiastową operację kręgosłupa szyjnego. Wiesz dlaczego? Od gapienia się w ekran komórki. Tak gapienia, bo długotrwałe wpatrywanie się w ekran smartfona i scrollowanie nie można nazwać “patrzeniem”. Facet miał ok. 30 lat.

Ale przytoczę tu nie tylko przykład z życia, ponieważ udowodniono, że spędzanie zbyt dużej ilości czasu w Internecie powoduje choroby, takie jak zmęczenie oczu, ból szyi i (właśnie) problemy z kręgosłupem. Ponadto siedzący tryb siedzenia i podtrzymywanie relacji z ludźmi jedynie na Facebooku może powodować otyłość, choroby serca, problemy z odżywianiem oraz ryzyko udaru.

Problemy zdrowia psychicznego spowodowane uzależnieniem od mediów społecznościowych

Ostatnio na swoim koncie na instagramie zadałam pytanie moim obserwującym: Czy social media wywołują w Tobie niepokój? Oto odpowiedzi:

Ale…

naukowcy odkryli, że obsesyjne korzystanie z mediów społecznościowych powoduje dużo więcej niż tylko niepokój. Testy wykazały, że konsumowanie zbyt dużej ilości Internetu może powodować depresję, ADHD, zaburzenia impulsywne, problemy z funkcjonowaniem umysłowym, paranoję i samotność. 

To nie tylko presja dzielenia się swoim życiem i doświadczeniami z innymi, ale także porównywanie swojego życia do życia celebrytów, bogatszych znajomych i nieznajomych, których obserwujesz na Facebooku i Instagramie. 

Wyidealizowany obraz, który ludzie pokazują w social mediach, jest jednym z głównych czynników wyzwalających. Dr hab Paweł Holas, psychiatra i psychoterapeuta, adiunkt na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego, mówi: 

– Źródłem wielu napięć i problemów psychicznych u młodych ludzi są media społecznościowe, m. in poprzez mechanizm porównań społecznych. Korzystanie z nich już przez dwie godziny dziennie zwiększa blisko 4-krotnie ryzyko depresji (…).

Gdy w 2017 roku The Royal Society of Public Health zapytał się badanych w wieku od 11 do 25 lat, czy pod wpływem Instagrama czują się gorzej ze swoim ciałem, 70% odpowiedziało twierdząco.

Przy scrollowaniu zdjęć osób stojących obok Ferrari lub w leżaku na Seszelach łatwo jest zacząć porównywać swoje życie do życia innych.

Wiele osób, gdy widzi na Facebooku, że ktoś schudł, ma świetną pracę, kochanego męża i willę z basenem czuje podziw, ale inne osoby mogą czuć się zazdrosne i przygnębione, ponieważ konkludują, że z ich życiem musi być coś nie tak, skoro nie jest ono tak „doskonałe”, jak życie znajomego na Facebooku.

Prowadzi to do zamartwiania się i poczucia niższości i nieadekwatności. Presja, że Twoje życie nie jest wystarczająco ekscytujące rośnie, a to nie wszystko…chcąc opublikować kawałek ze swojego życia, stoisz przed wyborem uzewnętrznienia się przed… lożą szyderców. Trolle, hejterzy i głupie docinki osób (które miały zły dzień) w komentarzach mogą dołować i stresować, szczególnie osoby empatyczne i wrażliwe. Podczas gdy niektórzy potrafią odpisać i dogryźć hejterom lub zignorować trolle, inni zostają pod wpływem cyberprzemocy psychicznej, co staje się źródłem stresu.

Jak zredukować stres w mediach społecznościowych?

Na szczęście nie musisz pozwalać na to, aby stres mediów społecznościowych pochłonął całe Twoje życie. Oto kilka wskazówek, jak uniknąć stresu w mediach społecznościowych.

1. Spójrz z innej perspektywy

Po pierwsze po prostu zdaj sobie sprawę, że wiele osób publikujących w socialach te wspaniałe fotki, mają tak naprawdę normalne życie – tak jak Ty i ja, ale umieszczają tylko te dobre i piękne wspomnienia, być może po to, by ktoś inny również cieszył się ich szczęściem lub… by wzbudzić zazdrość i pokazać „co to nie ja”. 

Media społecznościowe wywierają duży nacisk na styl życia. Czy to, co widzisz w mediach społecznościowych, sprawia, że ​​spędzasz godziny próbując znaleźć piękną fotkę do wstawienia na portal?

Obsesyjne przebywanie w mediach społecznościowych nie sprawi, że Twoje życie będzie bardziej ekscytujące, dlatego wyjdź na powietrze, do ludzi, zwierząt i ciesz się swoim prawdziwym życiem, a nie życiem w szkiełku. 

Jeśli masz z tym problem lub po prostu chcesz z kimś o tym porozmawiać, są ludzie, specjaliści, którzy mogą Ci w tym pomóc. Nie musisz umawiać się na spotkanie, ani nawet wychodzić z domu, by to zrobić. W tej chwili istnieją mobilne rozwiązania 😉

I jeszcze jedno…

Piękno mediów społecznościowych polega na tym, że możesz swobodnie wybierać treści, które chcesz zobaczyć. Jeśli uważasz, że konkretna osoba lub post przyczynia się do Twojego stresu, możesz ją zablokować lub ukryć.Im mniej negatywnych treści widzisz, tym mniej stresu będziesz doświadczać.

2. Zarządzaj czasem spędzanym w mediach społecznościowych

W Internecie zawsze jest duuużo do zrobienia i zobaczenia. Tak bardzo, że możemy zapomnieć o sobie i zmarnować godziny na siedzeniu i scrollowaniu.

Tak jak zarządzasz innymi aspektami swojego życia, ważne jest, aby zarządzać czasem spędzonym w mediach społecznościowych. Ułatwiają one bowiem rozproszenie uwagi i po paru minutach zupełnie zapominasz, po co właściwie odpaliłeś Facebooka. Zamiast tego, co zamierzałeś przeglądasz relacje i newsfeeda i chłoniesz wszelkiego rodzaju treści, na które natrafisz. I…. zanim się zorientujesz… spędziłeś godzinę przeglądając Instagram, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. 

To z kolei może powodować zaniedbywanie innych aspektów życia, powodując – stres. 

Możesz (sam ze sobą) ustalić określony czas przeglądania mediów społecznościowych i wyłączyć nieinteresujące powiadomienia. Pomoże Ci to ograniczyć ekspozycję na negatywne i wyidealizowane posty innych. Im mniej takich postów widzisz, tym mniejsze jest ryzyko stresu. 

Możesz też spróbować całkowitego detoxu od mediów społecznościowych. Udowodniono, że robienie sobie takich przerw poprawia sen, zapewnia lepszą kontrolę nad sobą i pozwala skupić się na rzeczywistych interakcjach z ludźmi wokół Ciebie.

Jeśli korzystanie z Internetu jest częścią codziennej rutyny, osiągnięcie tych korzyści będzie początkowo trudnym zadaniem, ale ostatecznie… warto. I nie jest niczym niezwykłym to, że możesz być uzależnieniony od sociali. Nie obawiaj się szukać profesjonalnej pomocy, jeśli media społecznościowe dramatycznie zakłócają Twoje codzienne życie.

3. Ucz się z mediów społecznościowych

Media społecznościowe mają wiele do zaoferowania i mogą być dla Ciebie korzystne. Zadaj sobie pytanie: jakie strony odwiedzasz i jak wpływają one na Twoje życie. Czy przeglądasz Pudelka, by znaleźć dla siebie kolejną dietę, którą stosują gwiazdy, czy np. korzystasz ze szkoleń online i próbujesz podnieść swoje kompetencje?

Czasami z braku wiedzy, tracimy korzyści płynące z mediów społecznościowych, ograniczając się do tych samych negatywnych rzeczy. Zawsze znajdzie się ta jedna osoba, która zdjęciami będzie przekonywać Cię, że ma lepsze życie niż Ty. Jednak to Ty decydujesz, czy chcesz angażować się w te posty.

Zamiast więc spędzać godziny na porównywaniu się do innych, dlaczego nie nauczyć się nowego języka, zacząć praktykować w domu jogę lub posiąść medytację? Lub nawet znaleźć coś pozytywnego i wysłać znajomemu miłą wiadomość?

Przeglądając pozytywne posty i konstruktywne informacje w mediach społecznościowych, zaczniesz myśleć bardziej pozytywnie. A poznanie rzeczy, które zwiększają Twoją uważność i wprowadzają równowagę duchową, zmniejsza ryzyko długotrwałego stresu.

4. Unikaj konfrontacji online

Jedną z umiejętności, którą musisz posiadać, jeśli chodzi o media społecznościowe, jest nauczenie się… olewania niektórych rzeczy. Wśród internautów zawsze znajdzie się ktoś, kto ma radykalne opinie na dany temat i chce rozpocząć internetową wojnę. Dlatego bardzo łatwo jest znaleźć się w środku takiej kłótni – wystarczy drobna różnica zdań i bitwa gotowa. Jasne, wszyscy mamy prawo do własnej opinii, ale musimy być też świadomi tego, co jest dla nas ważne.

Biorąc pod uwagę, że próbujesz uniknąć stresu, spokój jest dla Ciebie bardzo ważny. Gdy ktoś opublikuje coś, z czym się nie zgadzasz, zastanów się, co zyskujesz, a co tracisz emocjonalnie, wchodząc z nim w wymianę zdań. Ludzie będą Cię denerwować, będą sprzeczać się o głupoty i podważać Twoje zdanie tylko dlatego, że są znudzeni i potrzebują rozrywki. Większość komentarzy i ataków osobistych nie jest poparta konkretnymi argumentami i nie przytacza faktów. Są to raczej ogólne, wyśmiewcze, kpiące bądź agresywne opinie bez jakiegokolwiek pokrycia.

Osobiście doświadczyłam niedawno takiej sytuacji na jednej z grup na Facebooku, gdy wystawiłam przedmiot (mieszkanie) na sprzedaż. Było to zwykłe ogłoszenie, jakich pełno na portalach z nieruchomościami. Sam zobacz, z czym musiałam się zmierzyć:

Komentarzy oczywiście było więcej.

Czasami wystarczy, że jedna osoba napisze pierwszy wykpiewczy komentarz, a potem przyłącza się do niej cała wataha wilków, bo – niestety – niektórzy ludzie są okrutni i widzą rozrywkę w online’owym znęcaniu się nad innymi.

W każdym razie kłótnie online z takimi osobami nigdy nie kończą się dobrze, szczególnie dla osób wysoce wrażliwych. Odejście i nie angażowanie się w nie jest według mnie zawsze mądrym wyborem. W przeciwnym razie wydatkujesz swoją energię na bezsensowne, nic-niewnoszące spory z ludźmi, których nigdy nie zobaczysz, a co więcej dajesz im rozrywkę, czyli karmisz ich tym, czego chcą.

Jeśli jednak nie chcesz uciekać od tych konfrontacji, to przynajmniej mądrze wybieraj swoje bitwy. Wytocz konkretne argumenty, które zamkną buzie trollom i które, z braku rozrywki, same zrezygnują z dalszego komentowania.

5. Bądź wybiórczy wobec swoich kontaktów

Jak wspomniałam na początku, jedną z największych zalet mediów społecznościowych jest możliwość podtrzymywania relacji z innymi, czyli po prostu pozostawania w kontakcie z ludźmi. I choć to jest świetne, ma też swoje wady.

Ciągłe bombardowanie aktualizacjami i wiadomościami od Twoich znajomych może być przytłaczające. Niektórzy nawet decydują się na przesyłanie wiadomości nie zastanawiając się, która jest godzina. Szczególnie zauważyłam, że jest to powszechne wśród osób, które niedawno zerwały ze swoją druga połówką. 

Ex dziewczyny i Ex chłopaki mogą skorzystać z okazji, jaką są social media i ciągle wysyłać Ci wiadomości, by nie stracić Twojego zainteresowania i zaangażowania. Co więcej, oni te wiadomości analizują i wyciągają z nich wnioski. Jeśli napiszą do Ciebie o północy, a Ty nie odpiszesz, to najprawdopodobniej śpisz, czyli jesteś w domu, ale jeśli odpiszesz, to pod pretekstem bycia na imprezie zaczną z Tobą pisać o byle czym, by tylko zatrzymać Twoją uwagę. 

Wiedz, że (zwłaszcza po zerwaniu) nie musisz przeznaczać na nich swojej energii. Emocje, które w Tobie wzbudzają expartnerzy, mogą prowadzić do stresu, a nawet depresji. Postaw granice i powiedz, że potrzebujesz czasu dla siebie. Poproś o nieutrzymywanie kontaktu, przynajmniej na jakiś okres. To jest Twoja decyzja: Czy chcesz za pośrednictwem mediów społecznościowych utrzymywać z nimi relacje?

Aby uniknąć powiadomień i wiadomości od osób, o których nie chcesz słyszeć, wybieraj, kogo masz w gronie znajomych i dla kogo jesteś dostępny. Prośby o dodanie do grona znajomych możesz akceptować tylko wtedy, gdy tego chcesz i obserwuj tylko osoby, na których naprawdę Ci zależy.

Nie pozwól, aby media społecznościowe Cię stresowały

Sieci społecznościowe mają swoje dobre i złe strony. Bez starannego używania możesz skończyć ofiarą stresu i depresji. Ważne jest, aby stale sprawdzać siebie i sposób korzystania z mediów społecznościowych. To Ty jesteś sędzią treści, na które się narażasz. Stwórz zdrowe granice między sobą, a mediami społecznościowymi dla własnego zdrowia psychicznego.

Oczywiście odniesienia do wszystkich badań znajdziesz: TU.

Z miłością,

Magda

Przeczytaj także…

Cześć StresKilerzy,

Czy zdarzyło się Wam zajadać stres? Mnie tak, dlatego o tym piszę. Przytyłam wtedy z 10 kg!! Kompulsywne, niepohamowane zajadanie stresu może zrujnować także Twoją sylwetkę. Kluczem jest zatem znalezienie sposobów na złagodzenie stresu, by powstrzymać ten proces.

Dlaczego zajadamy stres?

Według badania GFK, dwie trzecie Polaków przyznaje, że stresuje się raz w tygodniu lub częściej. Stres może prowadzić do takich objawów jak: migreny, problemy trawienne i lęk. Natomiast u niektórych osób, gdy nie radzą sobie ze stresem w sposób produktywny, może on powodować spożywanie pokarmów o wysokiej zawartości cukru i tłuszczu.

Czyli stres wydaje się wpływać na nasze preferencje żywieniowe? – zapytasz.

Tak!

Hormony stresu oraz wygląd i zapach wysokotłuszczowych, słodkich pokarmów, skłaniają ludzi do przejadania się. Takie jedzenie nas pociesza, dlatego w trakcie stresu, sięgamy po pączki, ciasta, ciastka i batony czekoladowe. Musisz wiedzieć, że objadanie się nie do końca „nakarmi” Twoją głowę. Te pocieszające produkty są bogate w kalorie i ubogie w składniki odżywcze, dlatego nie są najlepszym wyborem w stresujących i wymagających okolicznościach.

Stres a przyrost masy ciała

Czy stres ma wpływ na przyrost masy ciała? Okazuje się, że… TAK. Naukowcy powiązali przyrost masy ciała ze stresem. Badanie opublikowane w Cell Metabolism wykazało, że spożywanie tego rodzaju jedzenia w stresie może prowadzić do większego przyrostu wagi niż spożywanie go, gdy nie jest się pod wpływem stresu.

Zespół naukowców przyjrzał się, jak stres, a także jego brak, wpływają na przyrost masy ciała u myszy na diecie wysokokalorycznej. Pewnie już wiesz, co odkryli…

Myszy w środowisku stresowym szybciej zyskały na wadze, niż te żyjące bezstresowo!

Zespół zastanawiał się, jaka może być przyczyna przyrostu masy ciała. Po dalszych badaniach odkryli cząsteczkę zwaną NPY, która napędzała zajadanie stresu. Myszy zajadające stres miały wyższy poziom insuliny, a ten z kolei zwiększał poziom NPY. Te procesy powodowały zwiększenie apetytu i w rezultacie – zwiększenie masy ciała. Przyrost masy ciała zaczął się zmniejszać dopiero, gdy spadł poziom NPY.

„Nasze odkrycia przedstawiają w zasadzie błędne koło, w którym przewlekły, wysoki poziom insuliny powodowany przez stres i wysokokaloryczną dietę pobudzał do spożywania coraz większej ilości jedzenia.”

– wyjaśnia profesor Herzog.

Sprawę komentuje także główny autor badania:

„To naprawdę wzmocniło w nas przekonanie, że podczas gdy jedzenie fast foodów jest niekorzystne dla zdrowia, jedzenie takich wysokokalorycznych pokarmów pod wpływem stresu jest podwójnie złe – jest zgubną drogą, napędzającą otyłość.”

oświadcza doktor Kenny Chi Kin Ip.

Badanie mówi o długotrwałym stresie. Wskazuje, że chroniczny stres połączony z jedzeniem przetworzonej żywności jest głównym czynnikiem niezdrowego przyrostu masy ciała. Dlatego skupienie się na zmniejszeniu stresu i zmniejszeniu spożycia przetworzonej żywności (zwłaszcza gdy jesteśmy zestresowani), może pomóc zmniejszyć ryzyko przytycia.

Przekonałam Cię? Jeśli nie, to czytaj dalej.

Stres, a płeć i przybieranie na wadze

W 2007 r. Brytyjscy naukowcy opracowali genialne badanie, które wykazało, że osoby, które zareagowały na stres wysokim poziomem kortyzolu w warunkach eksperymentalnych, były bardziej skłonne do przekąski w odpowiedzi na codzienne kłopoty w swoim normalnym życiu niż osoby o niskim poziomie kortyzolu. Tak więc wyraźnie widać, że ilość kortyzolu wytwarzanego przez organizm w odpowiedzi na stres może również wpływać na nasz apetyt.

Niektóre badania sugerują, że następstwa związane z przeżywaniem stresu są zależne od płci. Przykład? Naukowcy z Harvardu zauważyli, że zestresowane kobiety częściej uciekają się do spożywania niezdrowej żywności, natomiast mężczyźni pod wpływem stresu sięgają raczej po alkohol lub papierosy. Z moich wieloletnich obserwacji, mogę się z tym zgodzić 🙂

Natomiast fińskie badanie, w którym wzięło udział ponad 5000 ankietowanych, wykazało, że otyłość związana ze stresem zdarza się dużo częściej u kobiet, niż u mężczyzn. Także kobietki, my bardziej musimy na to uważać!

Wiesz…istnieje dużo więcej badań na ten temat, które wykazują, że cierpienie fizyczne lub emocjonalne zwiększa apetyt na pokarmy bogate w tłuszcze, cukier lub oba te składniki. Być może myślisz sobie: „Oj tam, od czasu do czasu jestem zestresowany, wówczas sięgnę po pączka.” Uwierz mi, ja też tak myślałam. Tyle, że… codziennie byłam zestresowana. A więc… codziennie sięgałam po niezdrową żywność.

Jak przestać objadać się ze stresu?

Oczywiście objadanie się nie jest jedynym objawem związanym ze stresem. Ludzie zestresowani mają również problemy ze snem, niechęć do ćwiczeń i wychodzenia z domu, samodestrukcji i popadania w nałogi (i wiele wiele innych), co na pewno również przyczynia się do zwiększenia ilości masy ciała.

Jak możemy wyjść z tego błędnego koła?

Przede wszystkim musimy popracować nad postrzeganiem i złagodzeniem stresu długotrwałego. Gdy stres „ma apetyt”, wpływa na naszą talię, wygląd i samopoczucie. Oczywiście możemy zapobiec dalszemu przyrostowi masy ciała, poprzez pozbycie się z naszej kuchni wysokotłuszczowych i słodkich pokarmów, ale wiem, że to nie jest rozwiązanie na dłuższą metę.

Jak więc poradzić sobie ze stresem i złagodzić go na dobre? Jeśli chcesz dowiedzieć się jakie są skuteczne sposoby na stres, to napisałam o tym cały wpis: „Sposoby na stres – konkretne wskazówki”. Polecam Ci także moją krótką, 15-minutową medytację. Niezliczone badania pokazują, że medytacja zmniejsza stres i dzięki temu powstrzymuje impuls sięgnięcia po pocieszające jedzenie! 🙂

Cześć StresKilerzy,

Lubicie kolorki? Pewnie, że tak. Żyjemy wśród kolorów. Termin “psychologia kolorów” nie powstał przypadkowo. W Feng Shui kolory używane są do dostarczania konkretnych rodzajów energii. Kolor jest potężną siłą w naszym życiu. Ma wpływ na nasze ciała i umysły. Patrząc na kolory można się zrelaksować lub zdenerwować. Jeśli czujecie się nadmiernie zestresowani, możecie spróbować psychologii kolorów do redukcji stresu.

W projektowaniu wnętrz KOLORY grają pierwsze albo drugie skrzypce (kolory ścian, mebli, dekoracji). Dzięki magii koloru możemy zamienić swoje pokoje w domu lub biurze w oazę spokoju albo… w miejsce niespokojne, powodujące napięcie. Piękno kolorów polega również na tym, że niezależnie od wielkości pokoju możemy je optycznie powiększyć, sprawić by było bardziej przestronne i intymne, by wyzwalało w nas pozytywne emocje.

Kolory redukują stres

Naukowcy potwierdzają, że kolory mają ogromny wpływ na naszą psychikę i percepcję stresu. Badanie przeprowadzone przez Minnesota State University wykazało, że czerwone pomieszczenia zwiększają reakcje na stres, podczas gdy zielone i białe nie. Psychologia kolorów sugeruje, że kolory występujące w naturze, takie jak: oliwkowa zieleń, jasny niebieski, brązy i beże działają na nas uspokajająco.

Zanim zdecydujecie się na kolor mebli lub farby dla swoich przestrzeni, zobaczcie, które kolory odstresowują:

Oliwkowa zieleń

Zielony jest kolorem natury, kolorem “ekologicznym” i kolorem pieniądza. Kojarzy się z wiosną, relaksem, pełnią życia, wzrostem i dobrobytem. Oliwkowa zieleń jest kolorem nadającym spokojny nastrój pomieszczeniu, nadaje się do sypialni lub salonu gościnnego. Wniesie do Waszych pomieszczeń świeżość i harmonię.

kolor redukujący stres-jasny szary

Jasna szarość

Mam tu na myśli kolory zaczynające się od brudnej bieli. Białe ściany są klasykiem, więc dlaczego wybrać “ciemniejszą biel”, zamiast czystej bieli? Ponieważ takie czyste pomieszczenie jest po prostu zimne. Może wywoływać uczucie pustki i samotności. Natomiast brudne biele i jasne szarości są kolorami redukującymi stres. Uspokajają i koją, dlatego polecane są także do sypialni i pomieszczeń, w których spędzamy najwięcej czasu. Co więcej,  te szarości rozgrzeją nasze ściany, stworzą komfort, jakiego brak szpitalowym białym pomieszczeniom.

kolor redukujący stres-żółty

Jasny żółty

Teraz wejdziemy w strefę bardziej kreatywnych kolorów, które koniecznie musisz dopasować do koloru mebli i stylu pomieszczenia, tak by były ze sobą spójne. Zaczniemy od koloru żółtego. Ten lemoniadowy, słoneczny, energiczny, szczęśliwy kolor kojarzy się z latem, cytrusami i świeżością. Jest idealny do pomieszczeń, którym chcemy nadać więcej jasności i przestronności. Kolor żółty musi być jednak odpowiednio zbilansowany, wybierajcie raczej te z dolnej palety kolorów – jasne żółcie. Niewłaściwy odcień żółtego może wywoływać bóle głowy.

Jasny róż

Różowy kolor to redukujący stres, kojący, miły dla oka kolor. Kojarzy się z kwiatami, młodością i miłością. Pamiętajcie, że im ciemniejszy kolor, tym bardziej stresujący. Róż powstaje poprzez złączenie ze sobą bieli i czerwieni, musimy więc zadbać o to, by ta czerwień nie była przeważająca. W innym wypadku zamiast rozjaśnić pomieszczenie, optycznie je zmniejszymy, co przyczyni się do uczucia klaustrofobii i stresu. Taki róż jest doskonałą alternatywą dla czerwonych zapaleńców!

Lawendowy

Lawenda należy do kolorów z palety fioletu. Kojarzy się z magią, królewskością i tajemnicą. Ciemny fiolet na ścianach wywoła w Was uczucie stresu i mroku. Natomiast jasny fiolet Was zrelaksuje i stworzy uspokajającą aurę. Koniecznie rozważcie użycie tego koloru nie tyle na ścianach, ale w dekoracji wnętrza. Łącząc kolor lawendy, np. w pościeli z innymi kolorami panującymi we wnętrzu przyczyni się do uczucia stabilizacji i odprężenia.

kolor redukujący stres-jasny niebieski

Niebieski

Niebieski jest o tyle ciekawym kolorem, że bogato występuje w naturze (np. niebo, morze) i kojarzy się z otchłanią, nieskończonością. W gruncie rzeczy jest zimnym kolorem, ale spotyka się z bardzo ciepłym odbiorem. Jasny niebieski nie tylko redukuje stres, ale także uspokaja, napawa wiarą i spokojem. Bez wątpienia możemy go używać w sypialniach czy łazienkach, uwaga jednak na …. kuchnie! Co do żywności, kolor niebieski uważany jest za kolor pleśni, nieświeżego jedzenia. Według psychologii kolorów jest to najbardziej nieapetyczny kolor dla mózgu, dlatego powstrzymajcie się od malowania ścian w kuchni czy jadalni na niebiesko.

Odpowiednie kolory i ciepły wystrój to przepis na relaksujące pomieszczenie, które znacząco wpłynie na Wasz nastrój i  samopoczucie. Ale pamiętajcie, by zadbać również o inne elementy. Ciężkie i ciemne meble mogą sprawić, że przestrzeń będzie wydawać się mniejsza i przytłoczona. Nawet większe pomieszczenia przy zbyt wielu elementach mogą prowadzić do stresu i niepokoju. Nie mówiąc już o przedmiotach, które na nich ustawiamy. Znasz zjawisko “zmęczenia rzeczami”? Jeśli nie, to koniecznie przeczytajcie ten książkę „Rzeczozmęczenie”. Okazuje się, że otaczające nas rzeczy – gdy jest ich zbyt wiele – nas stresują!!

Wiecie, badania badaniami, wiadomo są gusta i guściki, ale osobiście nie przepadam za lawendowym i osobiście nigdy nie zrobiłabym sobie fioletowego pokoju (może to się kiedyś zmieni :D). Za to wprost uwielbiam połączenie ciemnego brązowego/cielistego z oliwkową zielenią. W tak kolorystycznie urządzonym pomieszczeniu, czuję się jak w dżungli (w pozytywnym znaczeniu). Czuję, że pomieszczenie jest relaksujące i rześkie zarazem. Te kolory totalnie na mnie działają. Kolor może znacznie wpłynąć na nastrój. Wasz dom powinien sprawiać wrażenie bezpiecznej, kojącej i zachęcającej do przebywania w nim przestrzeni. Które z kolorów byście wybrali, aby stworzyć spokojną i relaksującą atmosferę, redukującą stres? Podzielcie się zdjęciami w komentarzach!

źródła obrazków: https://www.color-hex.com/color-palette/

Cześć StresKilerzy,

Czy kiedykolwiek ciekawiło Was, czy w danej sytuacji stresowej, ktoś inny stresuje się tak mocno, jak Wy? Być może nie, bo w takich sytuacjach najczęściej myślimy o sobie i o tym, co przeżywa nasze ciało.

Czy jednak Twoi koledzy z pracy lub szkoły stresują się bardziej niż Ty? A może tak samo?

Przede wszystkim musisz wiedzieć, że wszyscy się stresujemy. I pisząc „wszyscy” mam na myśli także rośliny i zwierzęta! Tak tak! One też się stresują!

Hans Selye twierdził, że stres to nie tylko napięcie nerwowe lub emocjonalne, ponieważ może występować również u roślin i zwierząt, bakterii, które nie posiadają układu nerwowego. Naukowiec podkreślał, że każdy przeżywa stres inaczej i dla każdego sytuacja stresowa może mieć odmienne znaczenie. Dlatego właśnie badanie go, mówienie o nim i praktyczne “walczenie” ze stresem jest bardzo trudne.

Na pewno wiesz, o co chodzi. Dla osoby w wieku 18 lat największym stresem może być zdanie egzaminu na prawo jazdy, a dla osoby w wieku 65 lat sama jazda samochodem.

Sytuacja stresowa – jak się stresujemy?

Weźmy pod uwagę przykład z oglądaniem horrorów. Obserwując ludzi w sali kinowej można spostrzec, że niektórzy siedzą wręcz znudzeni filmem. Inni, łapczywie zajadają popcorn i w strasznych momentach zamykają oczy. Jeszcze inni siedzą podekscytowani, czekając na kolejną scenę.

Jeden sensor – horror, a wiele różnych odczuć. Zróbmy więc krótką analizę tych trzech grup. Grupa “znudzonych” zniesmaczona jest rzewną grą aktorską i fabułą filmu i zastanawia się, dlaczego dała się namówić na udział w tym “wydarzeniu”.

Grupa “strachliwych” uczestniczy w filmie, zdaje się nie z własnej woli i współodczuwa każdą groźną scenę. Osoby te, niemalże biorą na poważnie to, co widzą na ekranie i generują wysoki poziom stresu.

Grupa “podekscytowanych” ciekawa jest dalszego rozwoju wydarzeń. Zdają sobie sprawę, że jest to tylko film i rodzaj rozrywki, dlatego odczuwają przyjemność z przyspieszonego bicia serca, głośnych, przerażających dźwięków i obrazów.

Widzisz różnicę?

Każda z osób należących do tych trzech grup postrzega film inaczej. Często to my tworzymy sytuacje stresowe z powodu złego (innego) postrzegania sytuacji. Dobrą wiadomością jest to, że możesz nauczyć się przechodzić z jednej grupy do drugiej i nauczyć się panować nad stresem.

Jak? O tym we wpisie – Sposoby na stres – konkretne wskazówki.

Newsletter