Dzisiaj wpis inny niż wszystkie. Zrobiłam krótki filmik o znalezieniu profesjonalnej pomocy psychologicznej. Już od jakiegoś czasu chciałam podjąć taką współpracę, bo dostaję od Was dużo wiadomości prywatnych z prośbą o pomoc, rozmowę, poradę.

Na blogu i w mediach społecznościowych dzielę się z Wami swoimi problemami, przemyśleniami, doświadczeniami oraz swoją subiektywną opinią na ich temat. Czasami wspieram się książkami z półki Psychologia, Rozwój, Zdrowie, ale nie udzielam indywidualnych porad i nie prowadzę terapii.

Zapewnij sobie profesjonalną pomoc

Nie mogę i nie chcę tego robić, ale też przykro mi odmawiać Wam indywidualnej rozmowy, gdy wiem, że czasami jedyne, czego potrzebujecie to wysłuchania. Pragnę podkreślić, że nie jestem psycholożką, ale istnieją portale, które zapewniają dostęp do specjalistów, z którymi możecie przerobić swoje problemy. Są to osoby, które uzyskały dyplom ukończenia studiów na kierunku Psychologia lub/i certyfikat z ukończenia szkoły psychoterapii, dlatego możecie śmiało zwrócić się do tych osób o pomoc, konsultację lub profesjonalną poradę.

Patrząc po sobie, myślę, że Wy również możecie mieć problem w wyszukaniu odpowiedniego dla swojego problemu specjalisty. Być może nie wiecie, jak w ogóle zabrać się za znalezienie takiej osoby. Dlatego patrząc od strony pacjenta, przetestowałam kilka portali oferujących dostęp do psychologów i psychoterapeutów, ale również pomoc w doborze specjalisty* i wyłoniłam dwa najlepsze, a na filmiku prezentuję Wam jeden z nich: sensly.com

4 minuty dla portalu Sensly

Ja wybrałam Sensly, bo: 

  • ma najlepszy według mnie, łatwy i czytelny formularz doboru,
  • posiada specjalistów oferujących darmową konsultację,
  • sam proces od zapisu do wizyty online jest mega prosty,
  • ma minimalistyczną stronę, na której się nie zgubię (takie lubię),
  • to firma z polskim kapitałem.

👉 sensly.com 👈

Sensly cały czas rozbudowuje swoją bazę dostępnych specjalistów. Jeżeli czytają mnie osoby z dyplomem psychologa lub certyfikatem psychoterapeuty, to możecie podjąć z nimi współpracę.

Pierwsza wizyta u specjalisty

Skoro już jesteśmy w wątku o pomocy psychologicznej, to jak wspominacie swoją pierwszą wizytę u psychologa, psychoterapeuty, psychiatry? Wolicie spotkania w gabinecie, czy on-line?

Dla mnie pierwsza wizyta była bardzo stresująca i obarczona silnymi emocjami. Wtedy nie było takich portali, nie wiedziałam, do kogo pójść najpierw. Nie wiedziałam, do kogo mogę się zwrócić ze wszystkimi moimi pytaniami. Nie wiedziałam, czy dobrze robię i czy wybrałam odpowiednią osobę. Teraz macie takie rozwiązania, odpowiednie portale, psychoedukację, dużo więcej linii pomocy – korzystajcie z nich. 

Gdybym teraz zdecydowała się na pomoc psychologa lub psychoterapeuty, podczas pierwszej wizyty dogłębnie dopytałabym o doświadczenie i certyfikaty wybranego specjalisty. Jeśli czułabym się bezpiecznie, opowiedziałabym swój problem, a następnie ustalilibyśmy cel, częstotliwość i zasady spotkań/terapii, żebym wiedziała, czego się spodziewać i była w stanie oszacować miesięczny koszt.

Nastawcie się na to, że pierwsza wizyta będzie dosyć specyficzna, zapoznawcza. Omówicie kwestie organizacyjne i techniczne. Po kilku pierwszych spotkaniach powinniście nawiązać relację terapeutyczną, nabrać zaufania i chęci do współpracy z danym specjalistą. Ten pierwszy raz może wymagać odwagi, możecie czuć wiele emocji naraz. To w porządku czuć je wszystkie.

Zastanówcie się też (sami lub/i z wybranym specjalistą), czy chcecie zdecydować się na spotkania on-line czy w gabinecie. Zarówno dla Was, jak i dla drugiej strony może (ale nie musi) mieć to duży wpływ na powodzenie terapii. Osobiście odbyłam -dziesiąt wizyt w gabinecie i -dziesiąt on-line i dla mnie nie ma to większego znaczenia. Pewnie dlatego, że pracuję zdalnie od kilku lat i umiem w ten sposób nawiązywać relacje. Wyobrażam sobie, dlaczego niektórzy preferują spotkania on-line, ale rozumiem też korzyści spotkań w gabinecie. Rozważcie (i przetestujcie), jaka opcja jest najlepsza dla Was.

[Disclaimer raz jeszcze] Pamiętajcie, że warto skorzystać z pomocy, czy to w przypadku problemów w relacjach, z samooceną, stresem, czy niepokojem lub gdy po prostu czujecie potrzebę rozmowy o Waszych emocjach i o tym, przez co przechodzicie. Jak zawsze uczulam Was, żebyście myśleli po swojemu, rozeznali się w temacie, sprawdzili specjalistę i podjęli najlepszą decyzję dla Was samych.

Lista przetestowanych portali:

  • sensly.com
  • twojpsycholog.pl
  • therapify.eu
  • avigon.pl
  • epsycholodzy.pl
  • psychoterapiacotam.pl

Na koniec chciałbym wyznać, że ten, jak i każdy filmik sporo mnie kosztuje ze względu na przeżytą kiedyś traumę, ale odważnie staram się i stawiam kolejne kroki. Maksymalnie docenię każde serduszko, komentarz i udostępnienie 🙂 Jeśli macie, jakieś sugestie, to przyjmę też każdą konstruktywną krytykę 😀

*pomoc w doborze specjalisty opiera się w głównej mierze na wypełnieniu formularza, co nie jest idealnym rozwiązaniem, ale ze względu na prostotę i wygodę dla obu stron, jest dla mnie akceptowalne; na niektórych portalach jest możliwość konsultacji z psychologiem lub osobą studiującą psychologię, która wskaże Wam, do kogo konkretnie zwrócić się o pomoc

**(do filmu) telefony zaufania płatne zgodnie z cennikiem operatora

Przeczytaj także…

Oto 4 kategorie ludzkich problemów

❓Czy z którymś się teraz zmagasz❓ Jeśli czujesz się bezpiecznie, podziel się tym w komentarzach.

💬W mediach społecznościowych o problemach mówi się mało, bo przecież wszyscy jesteśmy tu zdrowi, bogaci, pewni siebie i otoczeni przez swoje bratnie dusze, nie? 🦄Cóż, to na pewno obrazek, do którego wszyscy dążymy, ale ja zdecydowałam, że dzisiaj opowiem Wam pokrótce o swoich bataliach.

🙋🏼Przez większość życia zmagałam się z planszą nr 1 i 4. Gdy zaczęłam nad tym pracować, to regularnie odwiedzała mnie też plansza nr 3. Potem przez dłuższy czas nie doceniałam tego, jakim jestem szczęśliwym człowiekiem, że nie mam żadnych problemów, aż w końcu przyszła kolejna plansza 🤦🏼‍♀️

🤔Mówią, że uświadomienie sobie problemu to pierwszy krok do jego rozwiązania, dlatego wypisałam tu cztery główne, z którymi moim zdaniem, stykamy się najczęściej. Która z kategorii najbardziej daje Ci teraz w kość? Czy podejmujesz wobec tego jakieś kroki?

✨A może nie przypisujesz sobie żadnej z 4 plansz? Wówczas, moje gratulacje 🏆 Poświęć chwilę, by naprawdę to docenić 🙌🏼

Przeczytaj też…

💦Ile wody pijecie dziennie?
Ja zwykle 1,5 litra czystej wody, ale w okresie wiosenno-letnim nawet 2x więcej.

😏Wiem, że niewystarczające nawodnienie również może odbić się na moim samopoczuciu poprzez wywoływanie rozdrażnienia, zmęczenia czy bólu głowy, dlatego w ciepłe dni zwracam na to większą uwagę. Jednak, co ciekawe, jakoś zbytnio nie zmuszam się do tego. Piję, bo czuję, że mój organizm tego potrzebuje.

👉🏼United States National Academies ustaliły, że przeciętny, zdrowy dorosły żyjący w klimacie umiarkowanym potrzebuje:
💧ok. 15,5 szklanki (3,7 litra) płynów dziennie (mężczyźni)
💧ok. 11,5 szklanki (2,7 litra) płynów dziennie (kobiety)
Zalecenia te obejmują wszelkie płyny dostarczane do organizmu w postaci czystej wody, innych napojów i żywności. Około 20% dziennego spożycia płynów zwykle pochodzi z pożywienia, a reszta z napojów.

💦Ciekawe, ale z drugiej strony każdy może policzyć swoje indywidualne podstawowe zapotrzebowanie na płyny np. za pomocą internetowego kalkulatora, pamiętając, że w niektórych przypadkach (np. upały) konieczne jest zwiększenie ilości wypijanych płynów. Możemy również poprosić naszego lekarza lub dobrego dietetyka o pomoc w określeniu ilości wody dla nas odpowiedniej.

Znalazłam badania z 2015, m.in. autora R.J. Maughan i innych i stwierdzili oni, że istnieje kilka „elementów” napoju, które wpływają na ilość wody zatrzymywanej przez organizm i są to: zawartość składników odżywczych(np.minerałów, aminokwasów) i środków moczopędnych w napoju. Mamy wody o rożnym stopniu mineralizacji i zawartości składników mineralnych. Ja dobieram wodę do siebie i swojego sposobu życia i zazwyczaj piję wodę średniozmineralizowaną. Sączę ją zazwyczaj malymi łykami cały dzień. Jeśli w większych ilościach to przed/po posiłku. U dzieci może to wyglądać inaczej, jak i u sportowców, którzy w intensywnych ćwiczeniach sporo wypacają powinni po konsultacjach z lekarzem uzupełniać dietę o dod. składniki, by utrzymać najlepszy poziom nawodnienia. Ciekawe, bo z badania wynika, że najlepiej nawadnia… mleko.

🌻🌷🌹🌱🌼💐Nie zapominajmy o nawodnieniu, wszystkie kwiatki potrzebują wody!💦💦💦

Źródła: TU.

Przeczytaj także:

Oleje CBD - czy odstresowują Wyniki naszych testów

Kontynuując temat olejów CBD z poprzedniego artykułu, przedstawię Wam pokrótce wyniki mojego 6 tygodniowego testu.

A tak naprawdę, to nie tylko mojego.  W testach brała udział również moja mama i mój partner – Dominik. Poznacie więc opinię nie tylko moją, ale również 2-óch innych (zapewniam) niezależnych i szczerych osób.

Czy oleje CBD są takie wspaniałe, jak wszyscy o nich mówią? Powiem szczerze, że weszliśmy w badanie z pulą oczekiwań i obaw:

Nasze oczekiwania były następujące:

  • zmniejszenie stresu w codziennej pracy
  • zmniejszenie stresu w większych, pojedynczych sytuacjach stresowych
  • poprawa jakości snu
  • poprawa samopoczucia

Nasze obawy były następujące:

  • senność w trakcie dnia
  • brak widocznych efektów
  • odstawienie oleju po teście będzie miało konsekwencje

Żadne z nas nie próbowało oleju CBD wcześniej. Jeśli Wy również nie mieliście z nim styczności, to doskonale nas rozumiecie.

Przebieg testów – Czy oleje je spełniły oczekiwania i rozwiały wątpliwości? 

  • Czas testu: 6 tygodni (22.02-4.04.2021)
  • Liczba badanych: 3 (ja, mama i Dominik)
  • Rodzaj olejów: olej CBD zawierający pełne spektrum kannabinoidów* (najbardziej zbliżone do kwiatostanów konopi)

Test podzieliłam według swojego uznania na trzy etapy: 

  1. przed kuracją: 1 tydzień 
  2. w trakcie: 2-5 tydzień 
  3. i po kuracji: 6 tydzień

Zrobiłam więc ankietę w formie Google Forms, którą codziennie przez 6 tygodni uzupełnialiśmy. Ankieta składała się z pytań na temat ogólnego stanu zdrowia i samopoczucia – pytań otwartych i zamkniętych. Na końcu tego artykułu możecie przeczytać jak wyglądała dokładniej.

Jak aplikować olej CBD? Ustalanie dawek.

Przy ustalaniu konkretnej dawki CBD dla siebie, mamy i Dominika skorzystaliśmy z poleconego narzędzia, jakim jest MyDosage [1]. Internetowy kalkulator zadał nam kilka pytań dot. wieku i zdrowia, a następnie sam dopasował odpowiednią dla każdego z naszej trójki ilość miligramów CBD na dobę. 

Wiedzieliśmy, że każdy z nas może w inny sposób zareagować na CBD, a czas działania i wpływ na układ endokannabinoidowy, zależy od wielu czynników, m.in: wagi, metabolizmu, typu produktu i jego biodostępności.

Dlatego też na początku testowaliśmy z małymi dawkami oleju – typu 10 mg/dobę, z tygodnia na tydzień je zwiększając, obserwując tym samym reakcje organizmu na zwiększone ilości kannabidiolu. 

Jedynie w 4 tygodniu poczęliśmy aplikację oleju 2 razy dziennie – po śniadaniu i 30 minut przed położeniem się spać, by sprawdzić wpływ CBD na jakość snu w nocy.

USTALONE DAWKI:

1 tydzień: 0 mg

2 tydzień – jako generalne wsparcie organizmu

  • Mama -> 1x dzień 1/4 pipety NO.15 (12,5 mg)
  • Magda -> 1x dzień 1/2 pipety NO.6 (10 mg)
  • Dominik -> 1x dzień 1 pipeta NO.3 (10 mg)

3 tydzień – jako generalne wsparcie organizmu

  • Mama -> 1x dzień 1/2 pipety NO.15 (25 mg)
  • Magda -> 1x dzień 1 pipety NO.6 (20 mg)
  • Dominik -> 1x dzień 2 pipety NO.3 (20 mg)

4 tydzień – jako generalne wsparcie organizmu

  • Mama -> 1x dzień 1/4 pipety NO.30 (25 mg)
  • Magda -> 1x dzień 1/2 pipety NO.15 (20 mg)
  • Dominik -> 1x dzień 1 pipeta NO.6 (20 mg)

5 tydzień – na lepszy sen i jako generalne wsparcie organizmu

  • Mama -> 2x dzień 1/4 pipety NO.30 (2×25 mg)
  • Magda -> 2x dzień 1/2 pipety NO.15 (2×20 mg)
  • Dominik -> 2x dzień 1 pipeta NO.6 (2×20 mg)

6 tydzień: 0 mg

CBD (i pozostałe kannabinoidy) są rozpuszczalne w tłuszczach, które znacząco podnoszą ich wchłanialność, dlatego postanowiliśmy aplikować olej codziennie po śniadaniu.

W przypadku olejów CBD najlepszą opcją przyjmowania jest metoda podjęzykowa, a więc odmierzając pipetą odpowiednią ilość miligramów, wylewaliśmy substancję pod język i trzymaliśmy przez kilka minut.

W ten sposób zapewniliśmy sobie najlepszą wchłanialność oleju CBD (wówczas jego biodostępność wynosi 10%-20%). Olej wchłania się zwykle ok. 20-40 min, a czas jego działania to 4-6 godzin, dlatego można aplikować olej nawet kilka razy dziennie.

Dlaczego wybrałam Eir Health? Odbierz kod zniżkowy!

O tym, dlaczego zgłosiłam się akurat do producenta Eir Health o możliwość przetestowania ich produktów pisałam w artykule Wszystko, co musisz wiedzieć o CBD. W skrócie – jest to według mnie jedna z najrzetelniejszych polskich firm. 

Posiadają własne, organiczne plantacje w Polsce, które są pod ścisłą kontrolą instytucji państwowych, a ich produkty są badane w niezależnych laboratoriach w Stanach Zjednoczonych. Co najważniejsze oleje nie posiadają metali ciężkich, konserwantów, toksyn i innego syfu. Możecie to sprawdzić sami, na stronie dowolnego produktu tej firmy. Pamiętajcie – zawsze sprawdzajcie, co aplikujecie do organizmu! 

Jeżeli postanowicie tak, jak ja zaufać tej firmie, to w ramach mojej współpracy z nimi, macie możliwość zakupu ich produktów 20% taniej. Wpiszcie kod: STRESKILER przy składaniu zamówienia. Dostaniecie -20% na wszystkie oleje + darmową dostawę.

Lecimy dalej.

Wyniki testów: Ogólne wnioski i obserwacje

Skoro poznaliście dawkowanie, to nie będę Was zanudzać i przejdę od razu do wniosków.

Wymieniając się ogólną opinią o olejach, wszyscy stwierdziliśmy uspokojenie i wyciszenie po aplikacji olejów w dzień i trochę lepszą jakość snu w nocy. Ale żadnej wyraźniejszej poprawy samopoczucia, koncentracji, czy kreatywności.

Nieprzyjemne objawy przy pierwszych aplikacjach oleju tj. suchość w ustach, biegunka, zawroty głowy miałam tylko ja, ale pozostała dwójka nie zauważyła różnicy. Co ciekawe, wszyscy troje zwróciliśmy uwagę na to, kiedy odstawiliśmy olej. Zaobserwowaliśmy wówczas wyraźną różnicę – gorsze samopoczucie i gorszy sen.

Ciekawe prawda? Czytajcie dalej.

Na pewno zaskoczyło nas to, że nie poczuliśmy żadnej zmiany przy zwiększeniu dawki przyjmowanego CBD. Ja na przykład naiwnie myślałam, że im większa dawka tym “bardziej wyluzowana” będę – ale nie, to tak nie działa 🙂

Na koniec testów, zadałam naszej trójce pytania ogólne do olejów CBD. Oto wypadkowa naszych odpowiedzi:

  • W skali od 1-5, jak ogólnie oceniasz wpływ oleju CBD na Twoje zdrowie? – 3,7
  • W skali od 1-5, jak oceniasz produkt względem smaku? – 3,0
  • W skali od 1-5, jak oceniasz produkt względem olejowej formy podania? – 3,3
  • W skali od 1-5, jak oceniasz produkt względem łatwości podania? – 4,3
  • W skali od 1-5, jak oceniasz produkt względem łatwości odmierzania dawek? – 4,0
  • W skali od 1-5, jak oceniasz produkt pod względem wyglądu? – 4,3

Wyniki testów: Ocena i wnioski wynikające z ankiety

W pytaniach otwartych wskazaliśmy, że po aplikacji CBD zaobserwowaliśmy ogólne (od najczęstszych wskazanych w ciągu 4 tygodni kuracji):

  • wyciszenie, uspokojenie
  • poprawę jakości snu
  • ożywienie i brak senności w ciągu dnia
  • mniejszy apetyt 
  • mniejszy stres w pracy

W pytaniach zamkniętych wskazaliśmy, że po aplikacji CBD zaobserwowaliśmy poprawę (od najczęstszych wskazanych w ciągu 4 tygodni kuracji):

  • metabolizmu
  • chorób skórnych – alergii
  • pamięci

W pytaniach zamkniętych wskazaliśmy, że po aplikacji CBD zaobserwowaliśmy następujące skutki uboczne (od najczęstszych wskazanych w ciągu 4 tygodni kuracji):

  • suchość w jamie ustnej 
  • biegunka/efekt przeczyszczenia
  • pieczenie w jamie ustnej

Analizując zamknięte pytania dot. samopoczucia ciężko było dojść do konkretnych jednoznacznych dla całej naszej 3-ki wniosków. Sprowadzając do wspólnego mianownika wszystkie nasze odpowiedzi, nie widzimy jednoznacznej wyraźnej poprawy w kwestiach: samopoczucia, koncentracji, senności, zmęczenia, kreatywności, czy likwidacji stresu. 

Ale ale ale…to może wynikać z tego, że – po pierwsze: testowaliśmy w tym samym czasie różne dawki, a po drugie: każda z nich mogła inaczej zadziałać na każdego z nas.

Co ciekawe, a co nie zostało zaznaczone w obserwacjach – u całej naszej trójki i we wszystkich tygodniach przyjmowania oleju widzimy wyraźną różnicę w ocenie wielkości apetytu podczas kuracji. Wszyscy odnotowywaliśmy mniejszy apetyt w dniach, gdy aplikowaliśmy oleje CBD w porównaniu do tygodni bez olejów (z przed i po kuracji). 

Interesujące jest również to, że 2 tydzień kuracji pokazał najlepsze średnie wyniki we wszystkich pytaniach! Przypadek? Nie wiem 😀

Nasze opinie o oleju CBD

Opinia Dominika:

“Jedyną zauważalną zmianą, jaką zauważyłem stosując oleje CBD, była poprawa jakości snu. W trakcie kuracji mój sen był głębszy i nie budziłem się w nocy, co wpływało na moją senność następnego dnia. Pod skończeniu kuracji, jakość snu wróciła do stanu początkowego. Nie stwierdziłem żadnych efektów ubocznych.”

Opinia mamy: 

“Mogę wskazać na pewno wyciszenie, spokojniejszy sen i charakterystyczny dziwny posmak w ustach po spożyciu oleju. Nie widziałam różnicy przy zwiększeniu dawki dziennej, ale po całkowitym odstawieniu oleju zauważyłam, że ciut gorzej śpię, jak również że jestem bardziej rozdrażniona w ciągu dnia.”

Moja opinia o CBD jest ogólnie pozytywna.

Początkowo, po aplikacji CBD miałam zawroty głowy, suchość w ustach i biegunkę. Te efekty uboczne ustąpiły po 1 tygodniu aplikacji oleju. W trakcie dnia czułam się wyraźnie bardziej rozluźniona i wyciszona. To naprawdę dało się odczuć. Natomiast ja z kolei nie zauważyłam poprawy jakości snu.

Mimo że konsystencja i smak oleju jednak mi nie podchodzą, to na pewno będę zawsze miała przynajmniej jedną buteleczkę w domu i powiem Wam, co tak naprawdę mnie do tego przekonało. 

Otóż po naszym małym badaniu, już sama, przetestowałam CBD przed pojedynczymi sytuacjami stresowymi i okazało się, że wówczas CBD działa na mnie najlepiej. W 3 na 3 sytuacjach (wystąpienie publiczne, prezentacja, szkolenie), które zawsze były dla mnie mega stresujące CBD dało mi wyraźną ulgę, rozluźnienie i złagodziło stres. Wówczas wydawałam się sobie też bardziej skupiona i pewna siebie.

Podobno jest to dość częsta obserwacja. Nie każdy potrzebuje oleju na co dzień, więc odczuje jego działanie tylko wtedy, kiedy równowaga organizmu zostaje zaburzona, np. przez sytuację stresową.

Co do codziennych aplikacji oleju to na razie nie jestem przekonana, ale na pewno jeszcze przetestuję sobie izolat CBD (brak THC, innych kannabinoidów i “ziemnego” posmaku). Chcę też potestować sobie większe dawki oraz korelację działania oleju względem zmian apetytu (ponieważ to mnie zaintrygowało).

Jak widzicie i jak podkreśla producent, doświadczenia osób przyjmujących CBD są różne. Tu naprawdę wszystko zależy od wszystkiego 😀 Waga, wiek, stan zdrowia, wrażliwość, sposób przyjmowania, dawka i rodzaj i jakość produktu to wszystko wpływa na nasze doświadczenia.

Ale podsumowując, w gruncie rzeczy nasze obawy się nie potwierdziły, a oczekiwania w jakimś stopniu zostały spełnione.

Jeżeli planujecie przetestować CBD, to myślę, że dobrym pomysłem jest prowadzenie dzienniczka, ankiety, czy zapisywania notatek w celu śledzenia efektów. Myślę, że kluczową rolę odgrywa tutaj dawka, którą trzeba przetestować samodzielnie i dobrać do siebie odpowiednio.

Jeżeli zaintrygował Cię temat CBD, to przeczytaj również mój najnowszy artykuł: Wszystko, co musisz wiedzieć o CBD. Znajdziesz w nim wszystkie najważniejsze informacje o CBD, jak również zmianki o badaniach na ten temat.

Jak wyglądała ankieta?

Kilka słów o ankiecie. Jak wspominałam, wypełnialiśmy ją codziennie o tej samej porze dnia. Ma ona raczej charakter informacyjny. Wiem, że nie powinniśmy zestawiać ze sobą wszystkich wyników, bo każdy reaguje na CBD inaczej, ale coś mnie podkusiło, żeby sprawdzić, czy czasami tutaj nie ma żadnej korelacji.

W tygodniach zerowych, kiedy nie przyjmowaliśmy olejów (tydzień przed kuracją i tydzień po kuracji) spisaliśmy ogólne oczekiwania, obawy i refleksje, wnioski oraz odpowiadaliśmy na pytania ogólne, dot. samopoczucia, tj.:

  1. W skali od 1-5:
    1. Jak oceniasz swoje dzisiejsze samopoczucie?
    2. Jak oceniasz swoją dzisiejszą koncentrację?
    3. Jak oceniasz jakość swojego snu w nocy?
    4. Jak oceniasz swoją senność w ciągu dnia?
    5. Jak oceniasz swoje dzisiejsze zmęczenie?
    6. Jak oceniasz swoją dzisiejszą „chęć na papierosa”?
    7. Jak oceniasz swój dzisiejszy apetyt?
  2. Zaznacz swój dzisiejszy poziom stresu/niepokoju: 
  3. Zaznacz swój dzisiejszy poziom kreatywności ( np. do rozwiązywania problemów):

W tygodniach przyjmowania olejów, oprócz powyższych pytań, notowaliśmy również swoje przemyślenia w pytaniach otwartych, jak również zaznaczaliśmy poprawę/pogorszenie/brak zmian w poniższych kwestiach po spożyciu oleju:

  • problemy układu pokarmowego  (zgaga, bóle żołądka, gazy)
  • choroby skórne
  • migreny
  • alergia
  • nudności
  • metabolizm
  • bole mestruacyjne
  • pamięć
  • bóle zatok
  • inne (napisz poniżej)

Następnie zestawiliśmy wszystkie dane i wyniki z tygodni “zerowych” porównaliśmy z tygodniami w kuracji, by zobaczyć, czy istnieje jakaś korelacja.

Dla uproszczenia, podaję średnie z naszych odpowiedzi na pytania ogólne dot. samopoczucia dla każdego tygodnia testu. Jak widzicie tydzień drugi wypadł najlepiej pod względem ogólnego zdrowia i samopoczucia całej naszej trójki. Ale i tak najciekawsze dla mnie jest to, że w tygodniach suplementacji olejów wszyscy odnotowaliśmy mniejszy apetyt. I to na pewno będę testować dalej 🙂

Wyniki-naszych-testów-CBD

Mam nadzieję, że macie świadomość, że nasz amatorski test opierał się na subiektywnych odczuciach “badanego” 🙂 Traktujcie to więc jako ciekawostkę.

*Wyróżniamy oleje o pełnym spektrum kannabinoidów (ang. full spectrum) oraz izolaty. W przypadku tych pierwszych, mamy do czynienia z pełnym wachlarzem substancji pochodzenia konopnego, od CBG, przez CBN, CBC , THC, aż po głównego bohatera, czyli CBD. Z kolei izolaty, jak sama nazwa wskazuje, zawierają w swoim składzie jedynie CBD. Powszechnie uważa się, że oleje zawierające pełne spektrum zyskują na efekcie synergii pomiędzy kannabinoidami, a ich działanie jest skuteczniejsze. 

Źródła jak zwykle znajdziesz: TU.

Przeczytaj także…

Moda na kolorowanki dla dorosłych rozpowszechniła się już chyba na całym świecie. Podobno przynoszą duże korzyści zdrowotne, uspokajają i relaksują. Ale… wiele z Was pisało mi, że raczej Was drażnią 😀

Postanowiłam sprawdzić to na sobie i przez tydzień codziennie przed snem brałam się za kolorowanie. Dlaczego przed snem? Zwykle przed snem czytam lub medytuję, by odpuścić dany dzień. Chciałam sprawdzić, czy kolorowanie tak samo (a może nawet lepiej) mnie relaksuje. 

Muszę szczerze powiedzieć, że kolorowanki nie umywają się do medytacji, ale na pewno genialnie wyciszały mnie przed snem. Sprawiały, że odkładałam wszystkie problemy dzisiejszego dnia na bok i skupiałam się jedynie na dokładnych ruchach flamastrem. 

Czy odprężają lepiej niż książka? Hm… myślę, że tutaj oba odprężacze są na równi. Chociaż przyznam, że wolę sama tworzyć swoje rysunki, obrazy, grafiki – zaczynać od czystej kartki, potem dopiero kolorować moje “dzieła”. Poza tym ja lubię wychodzić za linie, tak już mam, więc moje kolorowanki mogą wyglądać dosyć niechlujnie… 😀 ale dla mnie to ma swój urok. 

Niezwykłym plusem kolorowanek jest to, że mocno kojarzą mi się z dzieciństwem. Wówczas bardzo dużo rysowałam i kolorowałam – kredki były moim głównym narzędziem do zabawy! Cudownie wrócić do tamtych wspomnień i poczuć się znowu jak mała dziewczynka 🙂 

Na koniec: znalazłam badanie, które wskazuje, że kolorowanie może realnie wpłynąć na nasze samopoczucie. Psycholog dr Nicola Holt wraz z innymi badaczami z University of the West of England przeprowadziła dwa badania z udziałem studentów, aby zbadać korzyści płynące z kolorowania. Uczestnicy stwierdzili, że po 20 minutach kolorowania mandali byli bardziej zadowoleni, uważni i spokojniejsi w porównaniu do czynności związanej z czytaniem danego rozdziału tekstu.

Kolorowanka z mandalami lub zwierzętami to koszt ok. 5zł, może warto więc wypróbować tę formę relaksacji na sobie?

A może już to zrobiliście? Dajcie znać, czy kolorowanki Wam pomagają! Czy redukują niespokojne myśli? Zapewniają uważność i spokój?  A może po prostu zapewniają mózgowi zabawę i relaks?

Moje podsumowanie 2020: Czy był to zły rok? Nie. Był inny. Do sierpnia nie mogłam uwierzyć w to, co się dzieje. A do teraz czuję się jakbym żyła w innym wymiarze… Ale pozwolę sobie na podstawie moich obserwacji wywróżyć dwie rzeczy, które spotkają nas w przyszłości, może to będzie dla Was ciekawe.

Wiem, że wiele osób skreśliło ten rok. Wiele osób ucierpiało, może i nadal cierpi. Przez stres, niepokój ludzie są bardzo źli, nabuzowani. Chcą wrócić do dawnego życia. Wiele osób czeka w zamknięciu na powrót do normalności. Dla mnie 2020 był przede wszystkim rokiem obserwacji i według mnie nigdy do tamtej normalności nie wrócimy. Jestem zdania, że nasze życie się zmieni, diametralnie. Jak?

Nastanie era technologii i maszyn. Wszystkie firmy na świecie zostały wręcz zmuszone przejść z offline w online i w ten sposób prowadzić biznesy. To uzależniło nas od Internetu jeszcze bardziej, dlatego z cierpliwością czekam na Web 3.0. (zbiór technologii internetowych następnej generacji, w dużym stopniu opierających się na uczeniu maszynowym i sztucznej inteligencji). To moim zdaniem poprowadzi nas do autonomicznych samochodów i robotów-chirurgów. Także, jeżeli ktoś z Was stracił pracę lub zastanawia się nad przebranżowieniem — to mówię Wam, tu są pieniądze (AI, VR, ML, IoT, Blockchain, Programowanie, BigData).

Kolejna rzecz to indywidualizm i skupienie się na jednostce (na sobie). Masowy lock-down sprawił, że zamknęliśmy się nie tylko w domach, ale i spojrzeliśmy wewnątrz siebie. Wiele osób znalazło w końcu czas na to, by zastanowić się „Kim ja w ogóle jestem?” i „Co pragnę zrobić w życiu?”. Te pytania zmieniły się w rozważania, a rozważania w działania. Obserwuję jak wiele zmian o 180 stopni i śmiałych decyzji (zmiana pracy, miejsca zamieszkania, zerwanie związku) podjęli ludzie w tym roku. Indywidualizm może zwiększyć nam odsetek jednoosobowych gospodarstw domowych, a to zapotrzebowanie na mniejsze 1-2-osobowe mieszkania. Wpłynie to również na pogorszenie kondycji demograficznej.

Ale… to przecież tylko moje wróżenie 🙂 prawda?

Macie jakieś swoje obserwacje?

?Wiem, że do gwiazdki jeszcze daleko, ale żeby nie stresować się na ostatnią chwilę, już teraz zaczynam sobie powoli planować podchoinkowe prezenty. ??

Ten rok nadwyrężył nas nie tylko psychicznie, ale też finansowo?. Postanowiłam więc w tym roku postawić głównie na gifty ręcznie robione. Przekopałam internet i wybrałam 6 najcudowniejszych według mnie❤️. Poniżej znajdziecie linki od razu do filmików lub artykułów, które przeprowadzą Was ??krok po kroku przez cały proces ✨tworzenia✨. Jeśli teraz zaczniemy, to na pewno przed gwiazdką zdążymy!!????

Prezenty bez stresu - pomysły na DIY + wykonanie krok po kroku

A może Wy macie już jakieś DIY pomysły na prezenty? Super byłoby tutaj zrobić taką listę, do której moglibyśmy potem wracać.

Ja w tym roku wybrałam robienie świeczek zapachowych. Właśnie zamawiam do nich składniki, zobaczymy jak mi wyjdą!

P.S. Jeżeli nie macie czasu na zrobienie własnych giftów, zawsze warto rozważyć zakup upominku w lokalnej, polskiej firmie.

?Liść melisy używany w postaci naparu uważa się za trunek uspokajający. Czy redukuje stres? Sprawdziłam na sobie i przejrzałam kilka artykułów i ?badań na ten temat.

??‍♀️Za mną kilkanaście pierwszych dni w nowej pracy. Mogę więc założyć, że jest to dobre środowisko do przeprowadzenia empirycznych badań nad stresem ? Postanowiłam wziąć na tapetę melisę. ?Piłam ją przez 2 tygodnie, w dni pracujące, po śniadaniu (ok. godz. 9-10). To, co odczułam na sobie to rzeczywiście efekt ukojenia (w pierwszych dniach, gdy stresu było najwięcej)?, ale też zauważyłam, że napędza do działania (dawała mi kopa niczym kawa??).

Potem przejrzałam kilka artykułów i sugerują, że melisa:
??nieznacznie uspokaja i poprawia nastrój
??ma niewielki wpływ na poprawę uważności
Natomiast z badań z 2014 wynika, że:
??dla grupy badanych, którzy wypili napar z 0,3 g melisy i 0,6 g melisy (ze słodzikiem) poziom niepokoju („state of anxiety”) po 1 godzinie i 3 godzinach od wypicia znacząco się zmniejszył.? Hmmm… Może nie bez kozery używano jej już 2 tysiące lat temu w greckiej medycynie, gdzie nazywano ją „radością dla serca”? ?

A… i w żadnym z przeglądanych badań melisa nie wykazywała negatywnych skutków ubocznych. Cały czas jestem jednak zdania jednak, że to zależy od organizmu??‍♀️ Na każdego działa coś innego. Melisa jest ogólnie bezpieczna i legalna, więc może warto ją przetestować na sobie? Jak myślicie?

??Są tu jakieś meliso-pijaki? Jak na Was wpływa melisa? Podzielcie się!??

P.S. Wikipedia podaje, że melisę stosuje się również do „płukania jasnych włosów przy wypadaniu i łupieżu” – no nie wiem… ??

via Nutrients. 2014 Nov; 6(11): 4805–4821. Published online 2014 Oct 30. doi: 10.3390/nu6114805
Anti-Stress Effects of Lemon Balm-Containing Foods
Andrew Scholey,1,* Amy Gibbs,1 Chris Neale,1 Naomi Perry,1 Anastasia Ossoukhova,1 Vanessa Bilog,1 Marni Kras,1 Claudia Scholz,2 Mathias Sass,3 and Sybille Buchwald-Werner4

Źródła:

[1] DO. Kennedy, W. Little, AB. Scholey. Attenuation of laboratory-induced stress in humans after acute administration of Melissa officinalis (Lemon Balm). „Psychosom Med”. 66 (4), s. 607-613, 2004. DOI: 10.1097/01.psy.0000132877.72833.71. PMID: 15272110.
[2] DO. Kennedy, AB. Scholey, NT. Tildesley, EK. Perry i inni. Modulation of mood and cognitive performance following acute administration of Melissa officinalis (lemon balm). „Pharmacol Biochem Behav”. 72 (4), s. 953-964, 2002. DOI: 10.1016/S0091-3057(02)00777-3. PMID: 12062586.
[3] J. Cases, A. Ibarra, N. Feuillère, M. Roller i inni. Pilot trial of Melissa officinalis L. leaf extract in the treatment of volunteers suffering from mild-to-moderate anxiety disorders and sleep disturbances. „Med J Nutrition Metab”. 4 (3), s. 211-218, 2011. DOI: 10.1007/s12349-010-0045-4. PMID: 22207903. PMCID: PMC3230760.

[4] Nutrients. 2014 Nov; 6(11): 4805–4821. Published online 2014 Oct 30. doi: 10.3390/nu6114805
Anti-Stress Effects of Lemon Balm-Containing Foods Andrew Scholey,* Amy Gibbs, Chris Neale, Naomi Perry, Anastasia Ossoukhova, Vanessa Bilog, Marni Kras, Claudia Scholz, Mathias Sass, and Sybille Buchwald-Werner

[5] https://www.nature.com/articles/1300230

Czy są tu singielki i single? Czy ludzie pytają się Was: „dlaczego nadal jesteś sam/a?” Czy naciskają, żebyście „w końcu sobie kogoś znaleźli”? ?

Mam takie przemyślenie, że bycie singlem nie musi równać się byciu samotnym.☝?Bycie singlem z wyboru jest OK. Bycie singlem, ponieważ wyszliśmy z pewnej relacji też jest OK. Możemy wtedy popracować nad sobą, by nauczyć się tworzyć zdrowsze, długoterminowe relacje.?

Nie pozwól, aby ludzie sprawiali, że czujesz się dziwnie lub mniej wartościowo, ponieważ nie jesteś w związku. Sam/sama już jesteś w 100% dopełniona, bo jesteś sobą.✨

Nie musisz angażować się w pusty związek tylko po to, by się dopasować lub spełniać oczekiwania rodziny, czy społeczeństwa. Żyj swoim własnym rytmem, szanując siebie i swoje wartości. Rośnij po swojemu.?

???

Mimo wielu głosów, ze wszystkich stron, że na rynku pracy jest ciężko, nieciekawa sytuacja, masowe zwolnienia pracowników itp., sama postanowiłam porzucić aktualne stanowisko i odejść z pracy.?

Podjęłam tę decyzję ze względu na moje zdrowie psychiczne i zasady, którymi się kieruję w życiu (patrz poprzedni post ? )

Ale…
Nie myślcie sobie, że jestem takim chojrakiem i rzuciłam się do morza bez koła ratunkowego.? By zminimalizować stres, który i tak jest obecny przy zmianie pracy, przed odejściem byłam na kilku rozmowach rekrutacyjnych. Jedna z nich skończyła się propozycją podjęcia nowej pracy. Dlatego nie odchodzę „w nieznane”, a jedynie przenoszę się do innego miasteczka.?

W swoim życiu pracę zmieniałam już kilka razy, ale tylko raz zdarzyła mi się sytuacja, gdy zwolniłam się nie mając zaklepanej następnej „posadki”. Wówczas, również zrobiłam to dla swojej psychiki, ponieważ kieruję się zasadą: „zdrowie psychiczne jest ważniejsze niż praca”. Tak dbam o siebie.?

Bardzo chciałam się tym z Wami podzielić, bo praca jest jednym z głównych stresorów w życiu.☝? Praca wpływa nie tylko na stan Waszego portfela, ale też na relacje z rodziną, przyjaciółmi, miejsce zamieszkania, apetyt, zdrowie i ogólne samopoczucie.?

Dlatego też dziękuje moim przyjaciołom i partnerowi, którzy ostatnio mnie mocno wspierali.? Cudownie mieć takie Kwiatki przy sobie w życiu właśnie w takich chwilach.???

A jeśli zastanawiacie się, czy można znaleźć pracę w pandemię, to odpowiadam – można. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to zależy od wielu czynników mikrośrodowiskowych. Pamiętajcie, że nikogo do niczego nie namawiam, a jedynie dziele się tu z Wami swoimi życiowymi decyzjami i przemyśleniami. Za swoje decyzje Wy ponosicie odpowiedzialność.??

W komentach możecie podzielić się swoimi doświadczeniami. ??????Chętnie poznam Wasze zdanie na ten temat!

czy podpalasz siebie by zadowolić innych
czy podpalasz siebie by zadowolić innych

✨Możesz.✨

Tak naprawdę…dopiero dorosłość pozwoliła mi to zrozumieć?⁣ Kilka lat zajęło mi zaniechanie mówienia „TAK” tylko po to, by w mojej głowie nie pojawiał się niepokój i to głupie poczucie winy. Poczucie, że nie spełniam czyichś oczekiwań.???

?Gdy przestałam chodzić na kompromisy w sprawach, które nie powinny im podlegać,
?Gdy przestałam troszczyć się o wszystkich wokół, zamiast o siebie,
?Gdy zaczęłam robić rzeczy, które są DLA MNIE ważne, zamiast zaspokajać potrzeby i pragnienia innych,
?Gdy zaczęłam odmawiać osobom i sytuacjom, które powodowały, że czuję się źle
…w końcu przestałam czuć się okropnie sama ze sobą. Uhonorowałam siebie. W końcu! ??

❔Często pytacie się mnie, jak to zrobić? Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Ja w siebie włożyłam ogrom pracy indywidualnej. Najpierw zauważyłam swoje emocje i określałam problem (czasami określenie problemu jest najtrudniejsze w całym procesie). Potem dzień w dzień, małymi krokami zmieniałam swoje myśli i zachowania. Zaczęłam sobie na nowo tłumaczyć wszystkie rzeczy. Na nowo tworzyć środowisko, w którym chcę żyć. Opiekować się tą małą Magdą, która żyje we mnie. Przyznaję, że dzięki książkom, warsztatom i osobom, które poznałam większość tych rzeczy zrobiłam bez terapii, ale chcę Wam zwrócić uwagę, że to NIE jest dobre wyjście dla wszystkich. Jeżeli czujesz, że potrzebujesz pomocy, zwróć się proszę do specjalisty.

Ja cały czas się siebie uczę, rozwijam i rosnę w swoim tempie? ale chcę żebyś Ty też wiedział/a, że TO TY jesteś najważniejszą osobą w swoim życiu. Ty zarządzasz swoim czasem i swoją energią. Kropka. Właśnie dlatego możesz:
? Opuścić jednostronny związek lub przyjaźń
? Opuścić toksyczne miejsce pracy⁣
? Opuścić spotkanie towarzyskie, które nie sprawia Ci przyjemności
? Opuścić niekomfortową/poniżającą rozmowę

Cokolwiek, co powoduje, że nie czujesz się dobrze. Nie musisz podpalać siebie, by ogrzewać innych! Twoje poczucie komfortu JEST WAŻNE.✨

Zbierałam się 20 lat do tego, by w końcu to zrozumieć! Pewnego dnia coś w mojej mózgownicy zaskoczyło, pewne elementy się dopasowały, a ja zrobiłam wielkie „ahaaa” ?

Jest tyle piękna i mocy w tym, by być autentycznym.? Szczególnie w świecie, który często nie postrzega nas, ludzi, jako osobne jednostki. Jesteśmy dziećmi i rodzicami, pracownikami i szefami, ale każdy z nas jest suwerenny.

?Tulipan nie zmienia się w ?różę, tylko dlatego, że pachnie inaczej. Nie muszę być taka, jak inni. Nie muszę się podlizywać komuś czy porównywać z innymi, ponieważ jestem cudownie wyjątkowa. ✨Ty też jesteś!✨?

Zrozumiałam, że trzeba żyć w zgodzie ze sobą i swoimi zasadami. Zawsze znajdzie się ktoś, kto mnie nie polubi i to jest OK. To właśnie jest część ludzkiego doświadczenia. ?‍♀️

I nie chodzi mi to o zwolnienie z odpowiedzialności za swoje czyny. Z natury jestem miła, ale gdy ktoś przekroczy granicę, musi się liczyć z tym, że nie dam sobie wejść na głowę. Niektórym osobom właśnie to się nie podoba. I te osoby mogą stracić do mnie sympatię. Ale wiecie co? Doszłam do tego, że jedyną osobą, o której względy powinnam zabiegać jestem ja?

Kolor skóry to dla wielu stresujący temat. Nie wiem, czy to, co chcę powiedzieć się tu zmieści, ale ostatnie zdarzenia w USA, skłoniły mnie do refleksji na temat dyskryminacji rasowej. A po obejrzeniu jednego tragicznego wideo nagranego na jednej z ulic w USA, poczułam silną chęć pomocy. Dlatego też doedukowałam się w tym zakresie, stworzyłam tą grafikę i chcę się tym z Wami podzielić.

Jak widać na obrazku chodzi o miłość i równość rasową (nie o zamieszki, bo to inna historia).

Od ok. 13 roku życia słucham amerykańskiego rapu (głównie gangsta rapu), gdzie czarnoskórzy artyści przemycali swoje wartości i dzielili się doświadczeniami związanymi z rasizmem. Wtedy tego nie rozumiałam. Czułam też, że trochę mnie to nie dotyczy, ponieważ Polska to nie USA.

Teraz wiem, jak my, osoby rasy białej (głównie) i Polacy, możemy im pomóc. Pierwszą rzeczą jest edukacja na ten temat – i znowu edukacja, którą musimy przyswoić sami, ponieważ nie została nam przekazana w szkole.

Nie dalej niż kilka miesięcy temu przyjaciółka podzieliła się ze mną jej historią o zastraszaniu jej przez Polaka ze względu na jej pochodzenie. Proszę, spójrzcie na to szerzej. Poświęćcie czas na refleksję. Wiem, że są tutaj wrażliwe, piękne, pełne siły, empatii i współczucia osoby. Nie siedźmy cicho. Nasz głos się liczy. Szerzmy wiedzę, miłość i pomoc, tylko (i aż) tyle.

W tym poście i w relacjach zamieszczam linki do przeczytania, edukacji w tym zakresie. Zanim się wypowiecie lub zadacie pytanie, zapoznajcie się z nimi, proszę.

Wiem, że niektórzy w takich rozmowach mogą przyjąć pozycję obronną, gdy ich poglądy na temat rasy i rasizmu są kwestionowane. Takie osoby mogą poczuć złość, frustrację itp. Pamiętajcie Kochani, że ja Was nie atakuje. To jest bezpieczne miejsce dla WSZYSTKICH.

Cel wpisu: Chcę, aby każdy czuł się bezpiecznie, w kraju w którym żyje, niezależnie od koloru skóry.

Kolejny post będzie zbiorem tipów na ten temat.

Profile na Instagramie:

edukujący @themanacho, a szczególnie: https://www.instagram.com/p/CA6XUruBYAO/

urocza @rachel.cargle, a szczególnie: https://www.instagram.com/tv/CA_Ssm7nnko/?hl=en

silna @iamrachelricketts, a szczególnie: https://www.instagram.com/p/CA3kOOvJZEZ/

oraz @munroebergdorf, a szczególnie: https://www.instagram.com/p/CA-tXQ8AfhS/

Artykuły:

Książki:

  • „Me and White Supremacy” – Layly F. Saad,
  • „How to Be an Antiracist” – Ibram X. Kendiego,
  • „Dlaczego nie rozmawiam już z białymi o kolorze skóry” – Reni Eddo-Lodge,„Freedom Is A Constant Struggle” – Angela Y. Davis.

Podcasty:

  • „Intersectionality Matters” – Kimberlé Williams Crenshaw,
  • „The Read” – Kid Fury i Crissle West,
  • „1619 Project” – New York Times.

Filmy:

Tu możecie wspomóc finansowo:

KOMPLEKSOWY PRZEWODNIK W JĘZYKU ANGIELSKIM:

bit.ly/ANTIRACISMRESOURCES

Większość tytułów jest po angielsku, jeśli macie z tym problem, ściągnijcie sobie wtyczkę „Tłumacza Google” do swojej przeglądarki (lub jakiś inny translator).

?Chcesz wspierać osoby dyskryminowane ze względu na rasę?

Oto kilka praktycznych kroków:⁠

❤️ SŁUCHAJ – kiedy takie osoby dzielą się doświadczeniami i wyjaśniają różne rzeczy, daj sobie czas i szansę na naukę, zrozumienie i empatię, nie przerywając, nie usprawiedliwiając.⁠

? SZERUJ – nie zawsze takie osoby mają możliwość dzielenia się swoją pracą lub słowami z szeroką publicznością. Pomóż ich treściom dotrzeć do osób, które ich potrzebują (uznając ich pracę! ?)⁠

? MÓW – jesteś świadkiem niesprawiedliwości? Reaguj. Słyszysz mikro-agresję w pracy? Reaguj. Podziel się swoją wiedzą i pomóż zrozumieć innym ludziom ich punkt widzenia.⁠⠀

Właśnie dzisiaj mój blog Streskiler.pl skończył rok! ??

Z tej okazji oraz w wyniku kilku próśb z Waszej strony, postanowiłam wdrożyć na blogu możliwość zapisu na newsletter? Dzięki zapisie na moją listę mailingową zawsze będziesz na bieżąco. Zaraz po tym, jak opublikuję dłuższy artykuł na blogu, Ty dostaniesz powiadomienie na maila ? Oczywiście obiecuję nie wysyłać SPAM-u 😉

Zapraszam do zapisu?????Formularz do zapisu znajduje się na dole tej strony 😉

Ktoś kiedyś stwierdził, że zasługuję na tytuł inżyniera i jeszcze wtedy uziemienie kojarzyło mi się jedynie z przewodami i ładunkami elektrycznymi.

Potem przeczytałam gdzieś, że starożytnych chińskich technikach poprzez punkt w stopie zwany “yong quan” pobieramy ziemską energię Qi, np. poprzez “zakorzenianie”. Drążyłam dalej… i dotarłam do wielu wpisów na ten temat, które prawiły o szeregu korzyści zdrowotnych, jakie niesie za sobą tzw. technika uziemiania.

Postanowiłam więc sprawdzić to na sobie. Pytaniem było tylko – “Jak to zrobić?”

Okazuje się, że jest wiele sposobów, aby się skutecznie uziemić. Niektórzy mówią, że do uziemienia ciała wystarczy położyć bose stopy na trawie lub ziemi i… czekać. Natomiast dotarłam też do ćwiczenia, które w zasadzie jest niczym innym, a przyjemną wizualizacją.

Zamieszczam ją więc w tym poście, byście mogli przetestować ją na sobie. 

W tej chwili “uziemienie” dla mnie to przywrócenie równowagi i powrót do “tu i teraz”. To technika, która mnie uspokaja i poprawia samopoczucie. Technika, której zaczęłam używać w sytuacjach stresowych, by przerwać to bombardowanie informacjami, by uporządkować myśli i zracjonalizować doświadczenia.

To ćwiczenie zajmuje mi od kilku do kilkunastu minut.

Technika uziemienia w 4 krokach

  1. Zdejmij buty, skarpetki i usiądź na krześle lub stań w wygodnej pozycji.
  2. Zrób 3 głębokie wdechy przez brzuch.
  3. Wizualizuj sobie, że z Twoich stóp wyrastają mocne, rozłożyste korzenie, które wrastają w podłogę lub ziemię.
  4. Wyobraź sobie, że sam stajesz się wspaniałym rozłożystym drzewem (Twoje nogi to pień, a dłonie to zielona korona z gałęzi i liści).

Ćwiczenie najlepiej wykonywać na zewnątrz, kładąc stopy na trawie, piasku lub ziemi.

Specjalnie dla Was, nagrałam ćwiczenie uziemiające, które sama wykonuję w domu. Możecie je wykonać razem ze mną, klikając w TEN link.

Przeczytaj też: Techniki odstresowujące

Zadałaś/eś sobie kiedyś to pytanie? Bo ja tak. Siedzenie w domu skłoniło mnie do refleksji na temat ilości czasu, jaki poświęcamy urządzeniom elektronicznym. Już dawno zdałam sobie sprawę (Wy pewnie też), że w zasadzie elektronika jest ze mną odkąd się obudzę do położenia się spać. Technologia, którą dzisiaj się posługujemy jest z nami jedynie nieco ponad dekadę (Iphone 3G – 2007r.), a już wiele z nas nie wyobraża sobie życia bez smartfona. Dlaczego?

Bo spędzamy z elektroniką zbyt wiele czasu! Śmiem twierdzić, że za kilka kolejnych dekad nie będziemy nazywać się homo-sapiens, ale robo-sapiens.Pracuję w marketingu. Przez 8 godzin siedzę przed komputerem. Zwykle, w drodze do i z pracy słuchałam muzyki, przeglądałam newsy i Instagram (2x30min). W domu: odpisywanie na wiadomości i komentarze, odbieranie e-poczty, pisanie postów i artykułów, Udemy, YouTube, blogi, znowu Instagram, Netflix (razem ze 3 godziny). Owszem była joga, spacery i książki, ale czas offline przegrywał z online, zobaczcie sami: 12h vs. 4h!!! (+8h snu nie wliczam).

Pewien mądry człowiek nazwał to cyfrozą: „Cyfroza to (…) mega trend. Ja cyfrozą nazywam rozszerzoną monofobię (kompulsywną chęć korzystania z telefonu i urządzeń elektronicznych)”I to jest prawda. To się dzieje. Najgorsze jest to, że kontent, który konsumujemy w Internecie jest często nic nie wnoszącą pulpą, niskiej jakości treścią.

Dlatego postanowiłam kontrolować to czasowo. Teraz dążę do 10h vs. 6h (dni powszednie) i 3h vs. 13h (weekendy). Bardzo nie chcę, żeby rozrost mojego profilu zburzył równowagę życiową, którą w końcu sobie zbudowałam. Bardzo nie chcę poświęcać więcej czasu na media społecznościowe, dlatego musicie mi wybaczyć brak dłuższych video relacji i live’ów (a ogólnie to głupio mi gadać do telefonu, a nie do żywej osoby, ale to inna kwestia :D).

No to teraz otworzyłam Wam pole do rozkminy. Ile czasu spędzacie na Instagramie? Ile na telefonie? Możecie to sprawdzić! Uwierzcie mi, ograniczając kontakt z elektroniką, w końcu odetchniecie, w końcu złapiecie głęboki haust świeżego powietrza. Elektronika to technologia, która daje wiele możliwości, ale elektronika nie wszystko, to nie życie.

Cześć Streskilerzy,

w tym wpisie opowiem troszkę o sobie, jeśli jesteś ciekawy/a, jak wyglądała moja historia, co na co dzień daje mi siłę i jak radzę sobie ze stresem, serdecznie zapraszam Cię do przeczytania mojego wywiadu z Kasią.

Cześć z tej strony Kasia słuchasz właśnie o tym jak bardziej wierzyć w siebie i zrealizować każdy swój plan. Moim dzisiejszym gościem jest Magda, którą część z was pewnie zna jako StresKiler. Na Magdę trafiłam dzięki inspirującym grafikom i infografikom, które publikuje na Pintereście i Instagramie. Pokazuje na nich skąd brać wewnętrzną siłę, jak wstawać po najgorszym nawet upadku, jak znaleźć w sobie moc do zmiany i swobodę, aby być tym kim naprawdę się jest. Jej historia jest niezwykła. Chciałabym, żeby opowiedziała nam skąd czerpie swoją wewnętrzną siłę i jak wyjazd do Stanów przemienił jej życie i dlaczego postanowiła sama być dla siebie mentorem.

Magdo, bardzo dziękuję że zgodziłaś się na wywiad, zwłaszcza, że widzimy się w sobotnie popołudnie.

Dziękuję serdecznie Kasiu za zaproszenie i pozdrawiam serdecznie wszystkich słuchaczy.

Twoja twórczość jest nie tylko bardzo inspirująca, ale przede wszystkim bardzo potrzebna. Twoja wrażliwość pozwoliła Ci doświadczyć w życiu różnych emocji, czy jak to nazywasz stresów, które mocno odbiło się na Twoim zdrowiu. Na stronie piszesz o wewnętrznych głosach, które nie dawały ci spokoju: “nie wystarczająco dobra, za gruba, za chuda, nikt cię nie polubi, nie odzywaj się, nie wychodź z domu”. Jak wyglądała twoja droga?

Zacznijmy od tego, że jestem osobą wysoko wrażliwą, to znaczy, że odbieram więcej bodźców środowiskowych niż inni: widzę, czuję, słyszę bardziej niż inni. Środowisko naukowe mówi, że co piąta-szósta osoba jest wysoko wrażliwa, więc nie jest jakiś fenomen, natomiast takie osoby są zwykłe właśnie bardziej empatyczne i sumienne. Te cechy mogą powodować, że stają się też bardziej zestresowani przytłoczeni wszystkimi bodźcami zewnętrznymi i tak to było też w moim przypadku. Kiedyś też miałam niskie poczucie wartości – to ile jest warta właśnie zależało od tego, co ludzie o mnie powiedzą, od pochwał, od krytyki. Teraz jest już dużo lepiej aczkolwiek ciężko na to pracowałam – nad ułożeniem sobie całego systemu wartości od nowa praktycznie, w głowie.

Moja historia i zaburzenia mają początek w pierwszej klasie liceum, kiedy byłam nastolatką. Był to dla mnie już przeskok w gimnazjum, gdzie miałam wysoką średnią, do liceum gdzie w ogóle nie umiałam odnaleźć. Byłam w klasie matematyczno-fizycznej, gdzie nauczycielka od matematyki miała chore ambicje, aby jej szkoła znalazła się na pierwszym miejscu w rankingach licealnych i miałam wrażenie, że jej rozumowanie wyglądało tak, że “im bardziej uczniowie się mnie boją, tym lepiej będą się uczyć”. Więc dla mnie osobiście lekcje matematyki wtedy to był terror. Wtedy właśnie ze stresu, który codziennie przeżywam w szkole (bo codziennie były lekcje matematyki), przestałam jeść.

Pamiętam taką sytuację, że po powrocie do domu ze szkoły zjadłam jednego ogórka i to był mój jedyny posiłek tamtego dnia. Schudłam w tamtym okresie blisko 10 kg. Miałam problemy z odżywianiem, dlatego mama po 1 semestrze zabrała mnie z tego liceum – przeniosłam się w końcu do innej szkoły, co było dla mnie kolejnym stresem. Na zewnątrz wyglądałam “OK”, nie dawałam nic po sobie poznać, byłam twardzielką, ale w środku cały czas byłam taka napięta i pobudzona to było…, to też dawało mi w kość. Powoli wracałam do normalnej wagi, ale jedyne co chciałam zrobić po szkole to wrócić do domu i z niego nie wychodzić. Na dodatek, tuż przed maturą, zerwałam z moją pierwszą miłością i wtedy właśnie zaczęła się równia pochyła w dół.

Gdy zaczęłam studia, zaraz po zajęciach jechałam od razu do domu, zamykałam się w pokoju, jadłam i oglądałam seriale. Pamiętam jak dziś, że mówiłam do siebie wtedy “Nie chcę żyć swoim życiem, wolę żyć życiem w seriali niż swoim.” Po prostu serialowe charaktery miały szczęśliwsze życie i dzięki temu że je oglądam, chciałam sama zapomnieć o tym, przez co przechodzę. Więc wyglądało to tak, że jadłam i oglądałam seriale, dlatego wtedy też bardzo przytyłam (znowu wahania wagi), przy wzroście 154 cm ważyłam wtedy ponad 72 kg. Pamiętam wtedy uwagi moich kolegów, co do tego, że przytyłam. To bardzo bolało, bo nie dosyć że cierpiałam wewnątrz, to jeszcze z zewnątrz docierały do mnie komentarze, które mnie tylko pogrążały. Poczułam się wtedy, jakbym była oceniana przez świat, tylko na podstawie właśnie swojej wagi. To było ciężkie.

Ale wracając do studiów – na niektóre poranne zajęcia w ogóle nie docierałam, bo nie byłam w stanie się ubrać, nie byłam w stanie się podnieść się z łóżka. Budzik dzwonił, a ja patrzyłam w sufit, nie potrafiłam wstać, nie widziałam dalszego sensu życia. Podejmowałam próby okaleczania się. Podejmowałam próby wymiotowania. Miałam myśli samobójcze – dosłownie planowałam jak skończyć swoje życie, a potem płakałam do poduszki “co ja w ogóle robię, o czym ja myślę, to nie jest normalne”. Byłam wtedy bardzo zrozpaczona, miałam mętlik w głowie, prawie nie wychodziłam z domu, odwoływałam spotkania ze znajomymi. To był dla mnie naprawdę okropny czas. Wówczas właśnie zgłosiłam się do poradni po pomoc psychiatryczną.

Miałam cykle spotkań z psychiatrą, z psychoterapeutą, dostałam leki, które na pewno mi pomogły, ale pierwsza terapia… już tylko trochę, bo potrafiłam wstać z łóżka, ale nie potrafiłam normalnie żyć, tak jak żyli moi rówieśnicy. Miałam bałagan w głowie, który nie dawał mi spokoju i czułam wtedy, że nikt nie jest w stanie mi pomóc. Dlatego chciałam uciec od tego przekraczającego środowiska i od ludzi, którzy mnie non stop oceniają, dlatego wyjechałam wtedy na 3 miesiące do USA, powoli odstawiając leki. To właśnie był taki przełom. To było wytchnienie. To było jakby przesadzenie rośliny do innej ziemi. W pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że zobaczyłam już, jak wygląda dno, już niżej nie zejdę, więc mogę iść jedynie tylko do góry, mogę się jedynie tylko pozbierać. Zaufałam sobie, zaufałam, że mogę być lepszą wersją siebie. Postanowiłam właśnie wtedy być swoim własnym mentorem, który z dnia na dzień daje mi motywację do działania, do życia.

Własnie wtedy też zainteresowałam się medytacją i jogą, a po powrocie do Polski dałam też upust swojej kreatywności, zaczęłam malować obrazy. Powoli zmieniałam myślenie, zaczęłam praktykować miłość do siebie, postanowiłam nie pozwalać innym osobom siebie krzywdzić: mówić przykrych uwag na temat mojego ciała, mojej wagi. Zaczęłam brać pod uwagę moje własne zdanie, że ja mogę je mieć, mogę je powiedzieć, a nie przytakiwać innym. Zaczęłam mówić do siebie, jak do osoby którą kocham, a medytacja z kolei pomogła mi uspokoić te natrętne myśli i zaczęłam jeść intuicyjnie, zaczęłam słuchać swojego ciała, zaczęłam je także kochać, kochać właśnie to pulchniejsze wówczas ciało. Z miłości do niego (by było sprawniejsze), odstawiłam samochód i zaczęłam chodzić pieszo do pracy. Spacery stały się wtedy moim codziennym rytuałem, byłam szczęśliwa, że to robię, dosłownie idąc uśmiechałam się do siebie, spacery były taką moją dodatkową medytacją mindfullness. Wydaje mi się, że dzięki nim schudłam do wagi, którą utrzymuję do dzisiaj. Na koniec, zapisałam się na terapię, by rozpracować problemy, z którymi nie umiałam poradzić sobie sama. Gdy oczyściłam wszystkie „zadziory”, mogę spokojnie powiedzieć, że wyleczyłam się ze wszystkich lęków i traum, poznałam swoje ciało i wiem co mnie stresuje i jak sobie z tym radzić. Nadal czasami odwiedzam psychologa, by rozpracować zagwozdki relacyjne, ale nie jest to już stała terapia.

Powiedziałam na wstępie, że trafiłam do Ciebie, dzięki pięknym grafikom i infografikom, które tworzysz. Ta konkretnie, o której myślę, dotyczyłam naszej obecności w mediach społecznościowych, a twój komentarz do niej brzmiał: “Twoja wartość nie zależy od tego, jak dużo dostaniesz lajków.” no i teraz zobacz – obie tworzymy w internecie, obie wiemy, jak każdy z nas wiele czasu spędza na mediach społecznościowych, jak myślisz, jak Twoim zdaniem to wszystko wpływa na to, co o sobie myślimy?

Pracuję jako digital marketer, czyli tworzę reklamy w Internecie, m.in. w mediach społecznościowych. Mam z nimi też styczność od czasów gimnazjum. Widziałam jak powstawały i ewoluowały. W czasie depresji i wewnętrznego cierpienia szukałam w nich osób, które cierpią tak samo, jak ja, jednak znajdowałam jedynie te negatywne, nastawiające destrukcyjnie i samobójczo zdjęcia, cytaty, grafiki czy inne treści, co tylko mnie pogrążało, dlatego też kilka lat później powstał streskiler, by wypełnić Internet treściami pozytywnymi, motywującymi, których szukają osoby właśnie w takiej w potrzebie. W internecie do tej pory nie mówiło się głośno o chorobach psychicznych, tj. depresja, bo to nie jest “cool”, dlatego uważam, że ta zmiana jest bardzo potrzebna.

Moim zdaniem Internet, social media (media społecznościowe) wpływają znacząco na to, jak o sobie myślimy, mogą nawet zmniejszać poczucie naszej wartości. W Internecie jest dużo nadperfekcyjności (jak jak to nazywam) – blogerzy, celebryci pokazują w nim tylko najpiękniejsze skrawki ze swojego życia, a my widząc to myślimy, że “skoro ona wrzuca takie piękne i idealne fotki codziennie, to jej życie jest idealne, ja też chcę takie życie, dlaczego moje takie nie jest?” A to nie jest prawda. Nikt po prostu nie wrzuca zdjęć, jak płacze w kącie pokoju albo jak kłóci się z mężem, bo to nie jest “cool”. Tak więc widzimy tylko tą perfekcyjną część ich życia. Internet daje nam różne możliwości – porozumiewania się, utrzymywania relacji, motywowania się wzajemnie, ale może również wpływać negatywnie, może obniżać nasz nastrój, gdy porównujemy się do perfekcyjnych modelek z mediów społecznościowych. Dlatego ja mam taką radę, żeby odobserwować wszystkie profile osób w mediach społecznościowych, które nie sprawiają, że czujesz się: silniejsza, poinformowana albo zainspirowana.

Noo, podpisuję się pod tym dwiema rękami. Wiesz, sama jestem mamą i dobrze Wiem jak to jest właśnie z publikowanie zdjęć dzieciaków mediach społecznościowych. Ja sama tego nie robię, ale obserwuję moich znajomych, którzy się tym dzielą i też jako osoba myślę sobie “może zdecydować się na powiększenie rodziny” i widzi tylko tą najsłodszą część. No ale powiedzmy sobie szczerze: bycie rodzicem to też ogromne wyzwanie i dobrze byłoby mieć taką całościową świadomość i pogląd tego, jak to wygląda naprawdę, a nie tylko od tej najlepszej strony, o której mówisz. 

Powiedziałyśmy sobie dużo o wrażliwości, poczuciu własnej wartości i wewnętrznej sile. Pokazałaś też na własnym przykładzie jak stres (jakkolwiek go definiujemy) blokuje nas przed byciem tym, kim naprawdę jesteśmy. Gdybyś miała opowiedzieć o 3 sposobach, które codziennie pomagają Ci rosnąć w siłę to, co by to było?

Powiem o 4 sposobach, bo tyle ich jest 🙂 Pierwsza rzecz to na pewno to dbanie o siebie. Kochajcie siebie, szanujcie siebie, swój czas i swoją energię, stawiajcie granice w relacjach, by nikt Wami nie manipulował, nie wykorzystywał Was, byście przeżyły to życie, tak, jak chcecie je przeżyć. Świadomie wybierając. Nie będzie żadnej zmiany w Waszym życiu, jeżeli WY tej zmiany nie wybierzecie. Druga rzecz to wspomniana medytacja. Ja medytuję codziennie wieczorem, w łóżku, przy zgaszonym świetle. I praktykuję najprostszą i dla mnie najskuteczniejszą, czyli medytację oddechu, czy medytację wglądu (dop. polega na skupianiu uwagi na oddechu i obserwowaniu wszystkich pojawiających się myśli). Trzecia rzecz to aktywność fizyczna – jakakolwiek – spacer, joga – uwielbiam jogę, bo jest to dla mnie też pewien rodzaj medytacji. Zawsze gdy kończę zajęcia jogi, mój umysł i ciało dosłownie mi dziękują, czuję się mega zrelaksowana i bezpieczna, czuję że dzisiaj mogę zrobić wszystko, że nic nie jestem problemem, też szczerze polecam jogę :). Ale aktywność fizyczna jest ogólnie o tyle dobra, że uwalnia napięcie zgromadzone w ciele. Ostatnia rzecz to aktywne tworzenie. Mam tu na myśli kreowanie czegoś: może to być taniec, gra na instrumencie, śpiew, wiersz, książka, pomysł na biznes, malowanie, rysowanie, gotowanie, umeblowanie pokoju czyli wszystko to, co Ty możesz dać od siebie światu, co Ty możesz stworzyć. Są to więc rzeczy, po których skończeniu możesz powiedzieć: “Wow, ja to stworzyłam!” To daje poczucie spełnienia. Poczucie osiągnięcia celu i według mnie na pewno poprawia samoocenę.

Magdo, mam jeszcze ostatnie pytanie: w jaki sposób można ocenić, że jest się wysoko wrażliwym?

Ja polecam książkę pani Elaine N. Aron pod tytułem “Wysoko wrażliwi. Jak funkcjonować w świecie, który nas przytłacza.”, ponieważ tu jest test, 20 pytań, dzięki którym możesz sprawdzić czy jesteś osobą wysoko wrażliwą. Możesz też zajrzeć na moją stronę i zrobić TEST na WWO. To najszybsza forma sprawdzenia siebie.

Myślę że to jest też bardzo ważna książka dla rodziców aby lepiej zrozumieć swoje dzieci i zrozumieć że jak by dostrzec że każdy z nas ma swoją indywidualną wrażliwość nawet do tego stopnia że może to być wysoka wrażliwość.

Tak tak autorka też o tym wspomina, że nawet u noworodków można wykryć, czy dana osoba ma tendencję do bycia osobą wysoko wrażliwą. Już na tym etapie są badania na temat „wrażliwców”. Możemy obserwować, jak dorasta wysoko wrażliwe dziecko (jakie cechy i zależności decydują o tym, że prawdopodobnie w przyszłości będzie wysoko wrażliwe). Ciekawe, że wysoko wrażliwi mogą być zarówno introwertykami, jak i ekstrawertykami, nie ma na to reguły. Ja na przykład bardzo lubię relacje z ludźmi, ale potrzebuję też relacji sama ze sobą, gdy jestem sama ze swoimi myślami. Muszę odpocząć po dniu pracy, po konferencji, gdzie jest wiele osób, bo bodźców jest wtedy tak wiele, że mnie to bardzo przytłacza i muszę się zregenerować. Niektórzy mogą tego nie rozumieć, ale ja po konferencji jestem tak pobudzona i tak przebodźcowana, że nie ma opcji żebym poszła jeszcze później na imprezę albo do baru. Po prostu muszę się wyciszyć, a te wszystkie bodźce muszą przeze mnie “przelecieć”.

Wspomniałaś o w książce, ale myślę że sama jesteś doskonałym źródłem informacji i doświadczeń i odpowiedzi na pytania, które mogą mieć osoby wysoko wrażliwe, dlatego opowiedz, gdzie Cię można znaleźć.

Piszę bloga pod adresem streskiler.pl, można do mnie napisać poprzez zakładkę “kontakt”. Możecie mi sugerować, o czym powinnam napisać. Wtedy ja siadam, szukam badań na ten temat, szukam własnych doświadczeń, które potem umieszczam to w artykule. Mówię bardzo dużo o stresie, ale też o inteligencji emocjonalnej, o tym jak radzić sobie z emocjami, bo sama stale nad tym pracuję.

Bardzo dziękuję za wszystko co powiedziałaś że w internecie za to jak pomagasz innym za to że mówisz otwarcie o wielu trudnych sprawach, za to że sama postanowiłaś być do siebie mentorem i teraz tą lekcję przekazujesz dalej i dziękuję też że znalazłeś dzisiaj czas aby ze mną porozmawiać.

I ja bardzo dziękuję za zaproszenie i możliwość podzielenia się moją historią i życzę wszystkiego najlepszego słuchaczom i nie wątpcie w siebie, wierzcie w siebie, walczcie o siebie!

Wywiad do odsłuchania także w podcaście Kasi, dostępnym TUTAJ.

Przeczytaj także…