Ludzie mogą nie lubić tego, co robisz (i to jest OK)

💙Mimo że w streskilerowej działalności, w gruncie rzeczy, rzadko spotykałam się z klasycznym hejtem, to często obserwuję takie komentarze na profilach influencerów. Moje marketingowe doświadczenie też wskazuje, że hejtowane może być dosłownie wszystko i wszyscy.

Chociaż najwiecej hejtu można podobno zaobserwować na Twitterze, to Facebook i Pinterest wyraźnie go gonią. Najmniej hejtu zaobserwowałam na Instagramie. ⁠

💙Jednak zanim skupię się na hejterach i reagowaniu na takie komenatarze, chcę podkreślić w tym poście jedną rzecz. ⁠

Ludzie mogą nie lubić tego, co robisz (i to jest OK)


⁠👉Gdy robimy, publikujemy coś w Internecie, musimy zaakceptować to, że pewnej części społeczności może się to nie spodobać (i to jest normalne*). Nawet gdybyśmy hodowali piękne, wirtualne kwiatki.⁠

😬Wiem, że to nić odkrywczego, ale wydaje mi się, że często o tym zapominamy. ⁠

👉Każda akcja rodzi reakcję. Gdy coś robisz, głównymi reakcjami są: aprobata, dezaprobata i obojętność. Tak już jest. Nie warto zakładać, że wszystko, co robimy się wszystkim spodoba. ⁠

👉Warto pamiętać, że ludzie mogą mieć inne zdanie (to jest ich wolność). Już na początku, warto być otwartym na zdanie innych i konstruktywną krytykę (ona daje nam spojrzenie z innej perspektywy i pozwala osiągnąć jeszcze lepsze rezultaty swoich działań). ⁠

🤔Jak Wy to widzicie?⁠

🧠W ramach ciekawostki:⁠
➡️1 cz. Harrego Pottera dostała od 153 osób 1 gwiazdkę na 10 na portalu lubimyczytac.pl⁠
➡️film top#1 na filmweb.pl „Skazani na Shawshank (1994)” dostał 1 gwiazdkę od 0.6% osób oceniających⁠

*ale nie usprawiedliwia agresji słownej i realnej krzywdy którą wywołują hejterskie komentarze⁠

#RóżowyPaździernik - miesiąc świadomości raka piersi

Wg danych opublikowanych przez Europa Donna, 2020: ​​1 na 11 kobiet w Europie(EU-27) zachoruje na raka piersi przed ukończeniem 74 roku życia. Średnio 21% przypadków raka piersi w Europie występuje u kobiet w wieku poniżej 50 lat. [europadonna.org/breast-cancer-facs]

Dlatego profilaktyka i regularne badania są mega ważne. Ja badam swoje piersi po każdej miesiączce i zachęcam Was do tego samego.

Co możesz zrobić, by wesprzeć Różowy Październik?
🎀 regularnie się badać, samobadać* i zachęcać do tego inne osoby (wczesne wykrycie jest kluczowe!)
🎀 mówić głośno o różowym październiku w swoich mediach społecznościowych
🎀 zauważyć akcje marek z tym związanych i wesprzeć fundacje pośrednio kupując oznaczone produkty
🎀 bezpośrednio wspierać fundacje onkologiczne i organizacje wspierające walkę z rakiem piersi
🎀 symbolicznie, ubrać się na różowo

*Jeśli nie jesteś pewna, jak przeprowadzić samobadanie, porozmawiaj o tym ze swoim lekarzem rodzinnym lub ginekologiem. Powyżej 18 lat – zapytaj lekarza o USG piersi. Powyżej 30 lat – zapytaj lekarza o mammografię. Konsultuj się z lekarzem, gdy wykryjesz coś niepokojącego.

#różowypazdziernik #breastcancerawarenessmonth2021 #samodbanie #sprawdzajpiersi #zdrowepiersi #regularniebadampiersi #samobadanie #samobadaniepiersi #rakpiersi #świadomośćrakapiersi #różowypaździernik #bcamonth🎀 #breastcancerawareness #breastcancerawarenessmonth #październikmiesiącemświadomościrakapiersi #okażwsparcie #różowy #październik #streskiler #badajpiersi

⛔ W Internecie przewija się sformułowanie „toksyczna pozytywność”. W mojej opinii jest to nakłanianie do bycia optymistycznym zawsze i za wszelką cenę, które w konsekwencji prowadzi do odrzucenia nieprzyjemnych doświadczeń, emocji i uczuć.

🍭Pozytywność jest miła, ładna i klikalna. Ale radosny optymizm nie jest naturalny, gdy wydarzy się coś złego. Chociaż na pierwszy rzut oka może się wydawać, że to fantastyczny sposób na radzenie sobie i o wiele łatwiejszy niż zmierzenie się z samym sobą i swoimi problemami😬

🍬Tylko, że wtedy zostają one owinięte w słodką otoczkę pozytywności i upchane gdzieś głęboko. Wszystkie „negatywne” emocje, doświadczenia i uczucia oraz mądrość, jaką niosą zostają stłumione i zapomniane.

📅Ja miesiącami zaprzeczałam swoim problemom (myśl o depresji nie przyszła mi nawet do głowy), aż w końcu wszystkie je spod łóżka wyjęłam i zrobił się wielki bałagan. Ups!

✨Wtedy zaakceptowałam rzeczywistość i przyznałam w końcu, że to, przez co przechodzę jest trudne, ale postanawiam się z tym zmierzyć. Po kolei pozwoliłam sobie wszystko odczuć – ten stres, zmartwienie, lęk, strach, złość, ból, wściekłość, gniew, smutek i…współczucie do siebie. Okazało się, że największy problem miałam ze złością. Była tak stłumiona, że potem miesiącami ją wygrzebywałam.

💭Dopiero gdy zrozumiałam siebie, mogłam stawić czoła negatywnym myślom, zacząć je podważać i przeformułowywać na te pozytywne. Więc w sumie, nie chodzi o to, żeby rezygnować z pozytywności, ale o to, żeby zaaplikować ją w odpowiednim czasie. 🤔Jak myślicie?

😭Wstydzicie się płaczu? Ja już nie, ale kiedyś nie pozwalałam sobie na płacz, a już na pewno nie w miejscach publicznych, bo wydawało mi się, że mogę kogoś tym urazić.

💧Jestem w szoku, jak moje podejście się zmieniło. Niedawno szłam przez Plac Defilad w Warszawie i zalewałam się łzami pod Pałacem Kultury. Czy to było dla mnie wstydliwe? Nie. Czy to było uwalniające? O, tak.

💦Płacz (w odpowiednich ilościach) jest OK i jest potrzebny*, żeby uregulować emocje. Jest normalny, tak jak szeroki uśmiech po zdaniu egzaminu.

🤧Jeśli ktoś przy nas płacze, dajmy tej osobie swoją uwagę i obecność. Podajmy chusteczki. Pozwólmy się wypłakać. Nie musimy nic mówić, a już na pewno nie „pocieszajmy” słowami:
👉🏼”Nie możesz przez to płakać.” – bo mogę i będę.
👉🏼”To nie powód do łez od razu.” – bo to moja reakcja na moje emocje.

🏙️W jakich miejscach zdarzało Wam się płakać? Jak ludzie na to reagowali? Jakich dodatkowych uczuć w związku z tym doświadczaliście?

*ale jeśli płaczesz częściej niż zwykle lub niepokoi Cię, że płaczesz zbyt często, skonsultuj się z psychologiem

Dlaczego przyciągałam toksyczne osoby?

  • miałam przekonanie, że inni są ważniejsi ode mnie
  • nie wyznaczałam granic
  • rozwiązywałam problemy innych (jakby były moje)
  • miałam niską samoocenę
  • widziałam w ludziach tylko pozytywy, całkowicie ignorując negatywne zachowania

Brzmi znajomo?🙄 Zawsze zastanawiałam się, dlaczego w swoim życiu przyciągałam osoby, które:
👉🏼notorycznie kłamią
👉🏼wzbudzają we mnie poczucie winy i gorszości
👉🏼ignorują moje zdanie i potrzeby
👉🏼próbują mną (i moimi bliskimi) manipulować
👉🏼wysyłają ze mnie energię i dobre samopoczucie

Dlaczego przerabiam w życiu ciągle te same patterny?😩

🤷🏼‍♀️W terapii uświadomiłam sobie, że byłam (jak ja to określam) zbyt miła. Nie broniłam siebie, a ich toksyczne zachowania usprawiedliwiałam lub brałam winę na siebie.

🗣️Wybrzmieć musi to, że zachowania ignorantów, kłamczuchów, narcyzów, manipulatorów nie były moją winą! Ich toksyczne zachowania były i są ich odpowiedzialnością – oni kłamali, oni poniżali, oni manipulowali, oni nie liczyli się z nikim innym poza sobą.

👋🏼To, co ja mogłam zrobić, to pożegnać się z nimi. A potem podjąć pracę nad sobą, by nie gościć już takich osób w swoim życiu.

💫Mogę powiedzieć, że byli „nauczycielami” na mojej drodze, ale prawda jest też taka, że wyrządzali realną krzywdę. Teraz życzę im, by zrozumieli swoje zachowania, wzięli za nie odpowiedzialność, pomyśleli nad zmianą i wyciągnęli rękę po pomoc.

Przeczytaj także…

Wszyscy umieją krytykować, ale czy Ty umiesz doceniać

👉Wszyscy umieją krytykować, ale nieliczni umieją też doceniać.

👉To hipoteza, która ilustruje moje doświadczenia życiowe. Dajcie proszę znać, czy wasze również? (może to tylko moje spostrzeżenie)

🤷🏼‍♀️Zawsze spotykałam w swoim ludzi (w pracy, w szkole, w domu), którzy umieli krytykować mnie za to, że coś zrobiłam nie po ich myśli, ale rzadko spotykałam takich, co umieli zarówno krytykować, jak i doceniać.

🤔Teraz się zastanawiam, jaka była waga tej krytyki, którą zawsze tak brałam do siebie, skoro ci sami ludzie nie daliby mi żadnego słowa uznania, gdybym zrobiła coś „dobrze”.

🙄Z drugiej strony, zróbmy sobie rachunek sumienia – czy my sami umiemy tylko krytykować innych, czy także ich doceniać? Tak samo – czy umiemy tylko krytykować SIEBIE, czy również doceniać się np. za osiągnięcia?

Umiemy krytykować, nie umiemy doceniać

👉Ja przez długi okres umiałam tylko to pierwsze. Ale od kiedy mówię to, co myślę, staram się by oba terminy wybrzmiewały równo (no może też rzadziej krytykuję odkąd się nauczyłam, że nie wszyscy i nie wszystko na świecie musi być perfekcyjne)

🙃Sprawa też się rozchodzi o umiejętne krytykowanie i odpowiednie docenianie. Jeżeli chodzi o krytykę, to (np. w pracy) stosowałam metodę „kanapki” – pozytyw/negatyw/pozytyw. Nie wiem, czy jest idealna, ale dawała radę. Jeżeli chodzi o docenianie, to szczerze mi wystarczy nawet proste (i szczere!): „Dobra robota!”. A Wam?

😬Nie chcę pisać cytatów i tego, jak wybrzmiewały słowa krytyki kierowane do mnie, bo byście z krzesła spadli 😅 ale jeżeli czujecie się bezpiecznie, to możecie opisać swoje doświadczenia w komentarzach.

Przeczytaj także…

💦Ile wody pijecie dziennie?
Ja zwykle 1,5 litra czystej wody, ale w okresie wiosenno-letnim nawet 2x więcej.

😏Wiem, że niewystarczające nawodnienie również może odbić się na moim samopoczuciu poprzez wywoływanie rozdrażnienia, zmęczenia czy bólu głowy, dlatego w ciepłe dni zwracam na to większą uwagę. Jednak, co ciekawe, jakoś zbytnio nie zmuszam się do tego. Piję, bo czuję, że mój organizm tego potrzebuje.

👉🏼United States National Academies ustaliły, że przeciętny, zdrowy dorosły żyjący w klimacie umiarkowanym potrzebuje:
💧ok. 15,5 szklanki (3,7 litra) płynów dziennie (mężczyźni)
💧ok. 11,5 szklanki (2,7 litra) płynów dziennie (kobiety)
Zalecenia te obejmują wszelkie płyny dostarczane do organizmu w postaci czystej wody, innych napojów i żywności. Około 20% dziennego spożycia płynów zwykle pochodzi z pożywienia, a reszta z napojów.

💦Ciekawe, ale z drugiej strony każdy może policzyć swoje indywidualne podstawowe zapotrzebowanie na płyny np. za pomocą internetowego kalkulatora, pamiętając, że w niektórych przypadkach (np. upały) konieczne jest zwiększenie ilości wypijanych płynów. Możemy również poprosić naszego lekarza lub dobrego dietetyka o pomoc w określeniu ilości wody dla nas odpowiedniej.

Znalazłam badania z 2015, m.in. autora R.J. Maughan i innych i stwierdzili oni, że istnieje kilka „elementów” napoju, które wpływają na ilość wody zatrzymywanej przez organizm i są to: zawartość składników odżywczych(np.minerałów, aminokwasów) i środków moczopędnych w napoju. Mamy wody o rożnym stopniu mineralizacji i zawartości składników mineralnych. Ja dobieram wodę do siebie i swojego sposobu życia i zazwyczaj piję wodę średniozmineralizowaną. Sączę ją zazwyczaj malymi łykami cały dzień. Jeśli w większych ilościach to przed/po posiłku. U dzieci może to wyglądać inaczej, jak i u sportowców, którzy w intensywnych ćwiczeniach sporo wypacają powinni po konsultacjach z lekarzem uzupełniać dietę o dod. składniki, by utrzymać najlepszy poziom nawodnienia. Ciekawe, bo z badania wynika, że najlepiej nawadnia… mleko.

🌻🌷🌹🌱🌼💐Nie zapominajmy o nawodnieniu, wszystkie kwiatki potrzebują wody!💦💦💦

Źródła: TU.

Przeczytaj także:

🤓Czytam teraz książkę twórczyni terapii dialektyczno-behawioralnej (pojutrze pojawi się opinia o książce!). Mimo że nie jest to klasyczny poradnik, to Marsha Linehan przemyca tam kilka świetnych ćwiczeń na stres (i nie tylko).

👉Na przykład „TIP” to zestaw 4 umiejętności, które opracowała Marsha i które powinny pomóc nam w sytuacjach stresogennych. Te strategie, wg autorki, pomagają w zniesieniu dystresu (stresu negatywnego) poprzez obniżenie poziomu pobudzenia naszego układu nerwowego. Celem tych umiejętności jest szybka zmiana chemii naszego ciała.

„TIP” na pewno dołączy do mojej biblioteczki konkretnych ćwiczeń na stres:

  1. TECHNIKA UZIEMIENIA W 4 KROKACH,
  2. TECHNIKI ODSTRESOWUJĄCE,
  3. ĆWICZENIA RELAKSACYJNE NA STRES W PRACY,
  4. STRES W CZASACH KORONAWIRUSA,
  5. JOGA NA STRES! 9 ĆWICZEŃ RELAKSACYJNYCH,
  6. DARMOWA MEDYTACJA – KROK PO KROKU, DLA POCZĄTKUJĄCYCH,
  7. JAK REAGUJECIE W ZŁOŚCI? METODA „PAUZY”.,
  8. ĆWICZENIE NA SAMOŚWIADOMOŚĆ, DLA ZABIEGANYCH,
  9. KOLOROWANKI NA STRES?

A oto instrukcje, jak powinniśmy wykonywać te techniki:

❄️obniżenie temperatury (twarzy) – wstrzymaj oddech, a następnie zanurz twarz w misce z zimną wodą (temperatura wody nie powinna być niższa niż 10 stopni Celsjusza) lub przyłóż do oczu i policzków zimny, żelowy kompres, wytrzymaj tak przez 30 sekund

🚴🏼‍♂️intensywne ćwiczenia – wybierz aktywność fizyczną, która zwiększy Twój puls do około 170% maksymalnej dla Twojego wieku wartości i wykonują ją przez 20 minut, możesz wybrać np.: bieganie, skakanie na trampolinie, jazdę rowerem, szybki marsz lub stepper

😤techniki oddechowe – znajdź dogodne miejsce i pocznij wykonywać wolne wdechy i wydechy przy jednoczesnym ich liczeniu, np. wdech (1), wydech(2), wdech(3) itd. aż do liczby 10. Wykonuj to ćwiczenie przez 10 minut. Najważniejsze jest, by wydech trwał dłużej niż wdech, np. wdech – 5 sekund, wydech – 7 sekund.

💪🏼relaksacja mięśni – zrób głęboki wdech do brzucha i napnij swoje mięśnie (tak, by nie spowodować skurczu), zwróć wówczas uwagę na napięcie w ciele; podczas wydechu pozwól ciału się zrelaksować, mówiąc w myślach „Zrelaksuj się.” Zauważ, jak z ciała schodzi napięcie.

❓Wypróbowaliście je wszystkie?

🙋🏼Ja chcę wypróbować jeszcze obniżenie temperatury, bo nigdy nie spotkałam się z tą techniką! Mam lekkie obawy i chyba wcześniej skonsultuje to z lekarzem, ale intryguje mnie, czy ten sposób na mnie zadziała.

Ważna uwaga! Gdy eksploatujemy organizm intensywniej niż jest w stanie się zregenerować, w ciele wzrasta napięcie, a poziom kortyzolu może się zwiększać. Dochodzi do tego, gdy treningi są zbyt intensywne lub zbyt długie. Marsha zaleca, by trening trwał 20min. Chodzi o to, by ćwiczenia były intensywne, ale żeby się nie przetrenować, ponieważ tylko dopasowana do własnych możliwości aktywność sprzyja rozładowaniu stresu. Kluczem jest więc wsłuchiwanie się w swój organizm.

P.S. Do obrazka „relaksacja mięśni” – oczywiście relaksacja mięśni nie polega na spaniu😃 ale wiecie, o co mi chodziło😜

DC. Uwaga. Bardzo zimna woda gwałtownie obniża tętno. Intensywne ćwiczenia przyspieszają tętno. Skonsultuj się z lekarzem przed skorzystaniem z tych ćwiczeń.

Źródła, jak zwykle, znajdziesz TU.

Przeczytaj także…

gorszy dzien

👉🏼Kolejna rzecz, którą porzuciłam, by życie stało się lepsze, to katowanie się skomplikowanymi rzeczami (czynnościami) w gorsze dni.

Jeżeli w takie dni coś przyprawia mnie o taki 😵 lub taki 😥 wyraz twarzy, odpuszczam, zostawiam to i skupiam się na łatwych czynnościach, które są w zasięgu i które jestem w stanie zrobić.

✨To, co wydaje mi się teraz trudne, zostawiam na potem, na moment, w którym będę gotowa podjąć się ogarnięcia tematu lub będę gotowa na wyzwania ogólnie.

🙃Staram się, choć nie zawsze się to udaje. Codziennie przecież mamy obowiązki, które przekładają się na nasze saldo finansowe, czy przetrwanie jako takie (picie, jedzenie).

😏Staram się jednak wtedy tak spriorytetyzować zadania, by się nie przeciążyć, bo zauważyłam, że to tylko pogarsza sytuację – mam jeszcze gorszy humor, a zrobione zadania zawierają głupie błędy, które potem trzeba poprawiać.

🤷🏼‍♀️Jest mi daleko od prokrastynacji, ale zaobserwowałam, że przez takie odpuszczenie, niektóre sprawy same się rozwiązują i nawet nie muszę do nich wracać.

🤔Czy Wy macie takie same doświadczenia? Pamiętam, że będąc w depresji, takie podejście ratowało mi dzień.

Przyznam, że książka z kotem na okładce, o tytule “Przestańmy być grzeczni. Bądźmy sobą” mocno zawróciła mi w głowie. Autor, Thomas D’Ansembourg, belgijski psychoterapeuta, w prosty sposób ilustruje w niej techniki porozumiewania się bez przemocy (Marshalla B. Rosenberga) i zaprasza nas w ten sposób do przyjrzenia się naszym relacjom (nawet tej z samym sobą). W jaki sposób?

Przestańmy być grzeczni. Bądźmy sobą

Książkę zaczyna krytyką społeczeństwa pełnego stereotypów i uprzedzeń, w którym to, mamy zbyt mały kontakt z naszymi potrzebami i uczuciami, a co więcej – nie umiemy ich nazywać. To skłoniło autora do załączenia na końcu książki krótkiej listy potrzeb i uczuć, co uważam za bardzo cenny dodatek. Ma rację, co do naszej skłonności do agresywnej oceny innych i przybijania łatek, ale zabrakło mi tu odniesienia do konstruktywnej obserwacji ludzi (poznawania za pomocą zmysłów, często mylimy te dwa pojęcia, a obserwacja jest przecież nieodłącznym elementem istnienia). Thomas na szczęście dodaje to w dalszej części książki.

Dalej pokazuje, czym jest empatyczna komunikacja i jak dzięki niej budować relacje oparte na odpowiedzialności, autonomii i wolności. Czyli takie, w której każda ze stron czuje się silna i ufna. Przedstawia podstawy porozumienia bez przemocy, na które składa się: empatyczne wysłuchanie rozmówcy oraz szczere wyrażanie siebie, poprzez 4 elementy komunikatu:

  1. Nieosądzające spostrzeżenie.
  2. Wskazanie wyraźnych uczuć.
  3. Mówienie o konkretnych potrzebach.
  4. oraz Formułowanie negocjowalnych próśb.

By lepiej zobrazować temat, autor uzupełnia każdy rozdział o konkretne przykłady i anegdoty z jego życia i warsztatów (dot. np. nieporozumień w relacjach matka-córka, mąż-żona). Świetnie pokazuje w ten sposób wady naszej codziennej komunikacji i przekłada je na język bez przemocy, zwracając uwagę, że za każdą agresywną komunikacją ukrywa się niezaspokojona potrzeba.

Jak przestać być miłym?

W dalszej części uczymy się, m.in. jak rozmawiać o swojej złości oraz jak wyrażać swoją życzliwą obecność w rozpaczy drugiej osoby. A na koniec, Thomas tłumaczy tytuł z okładki, czyli dlaczego nie powinniśmy być powierzchownie mili, a raczej autentyczni i empatyczni. Podkreśla, że bycie miłym tworzy miałkie i nieautentyczne relacje, które nie zapewniają poczucia bezpieczeństwa (z czym bardzo się zgadzam). Wychowuje się nas na „miłych” i dostosowuje się nasze zachowanie tak, by zadowolić dorosłych wokół nas (rodziców, nauczycieli) – w ten sposób uczymy się zagrzebywać nasze uczucia i potrzeby (jednocześnie oczekując, że inni się ich domyślą). Na szczęście, dzięki podręcznikom takim, jak ten, odzyskujemy do nich dostęp. Spodobała mi się także końcowa rekomendacja Thomasa co do tego, by w każdej szkole uczyć empatycznej komunikacji – genialny pomysł!

Podsumowując, “Przestańmy być grzeczni. Bądźmy sobą” to zwięzły, wnikliwy i praktyczny poradnik. Nie ma w nim ani grama niepotrzebnych treści, a czytanie sprawia wrażenie rozmowy z przyjacielem, psychologiem, przy kawie. Autorowi udało się nie tylko wybrnąć z intrygującego tytułu, ale także zainspirować i wzbudzić emocje potrzebne do zmiany swojej codziennej komunikacji.

Książka zdecydowanie daje do myślenia i power do wzniesienia swoich relacji na wyższy poziom. Mogę śmiało powiedzieć, że to najlepsza pozycja, jaką przeczytałam w tym roku! Uważam, że każdy rodzic, pedagog i menedżer powinien zapoznać się z tematem porozumienia bez przemocy.

Moja ocena: 5/5

Przeczytaj także…

Wpis powstał we współpracy z Wydawnictwem Feeria.

Właśnie skończyłam czytać pierwszą w swoim życiu książkę o porozumieniu bez przemocy. Czym jest porozumienie bez przemocy? Czy mieliście z nim styczność? Podzielcie się swoją opinią w komentarzach.

porozumienie bez przemocy, PBP

Krótko mówiąc, PBP (ang. NVC – „Nonviolent Communication”) jest to sposób komunikacji, który ma nam zapewnić budowanie satysfakcjonujących relacji opartymi na wolności i odpowiedzialności za siebie. PBP opracował pan Marshall B. Rosenberg na podstawie i w duchu prac Carla Rogersa.

✨PBP obejmuje 4 główne elementy w komunikacji. Jest to mówienie o swoich:

  1. Nieosądzających spostrzeżeniach.
  2. Wyraźnych uczuciach.
  3. Konkretnych potrzebach.
  4. oraz Formułowanie negocjowalnych próśb.

Przykłady

Poniżej, zobaczycie przykłady komunikacji z życia wzięte zestawione z PBP. Zastanówcie się, które z komunikatów Wy chcielibyście usłyszeć?

Uważam, że pracując nad swoim językiem, formułowaniem wypowiedzi możemy realnie wpłynąć na jakość naszych relacji (i co za tym idzie – naszego życia), dlatego postanowiłam poruszyć ten temat i gorąco zachęcam do zgłębienia go!

Ja osobiście taką komunikację mocno popieram. Choć to może być trudne ją wyćwiczyć, to myślę, że naprawdę warto. Ja się biorę do roboty!???

A jutro na blogu pojawi się moja opinia o książce „Przestańmy być grzeczni. Bądźmy sobą.” T. D’Ansembourga, która może być dobrym startem do poszerzenia wiedzy na ten temat.

Przeczytaj także…

Dlaczego śpimy - moja opinia o książce

Ostatnio przeczytałam książkę, którą popełnił dr Matthew Walker i chciałabym podzielić się z Wami moją skromną opinią na jej temat. Jeżeli też ją czytaliście, to dajcie znać w komentarzach.

Wydana w 2017 roku książka “Dlaczego śpimy?” to pozycja, o sukcesie której decyduje na pewno osobistość autora oraz temat, który dotyczy każdego z nas – sen. Chociaż sam autor podkreśla, że “książka ma posłużyć za wiarygodne, naukowe uzupełnienie” debaty na temat snu, to językiem przypomina pop-naukową pozycję – w miarę przystępną i zrozumiałą. Dotyka snu w najszerszym spektrum: od tego czym jest i dlaczego jest potrzebny przez marzenia senne i śnienie aż po zaburzenia i higienę snu.

Lubisz spać?

Autor bezlitośnie rozprawia się z tymi, którzy śpią za mało i pokazuje, jaki ma to wpływ na ich zdrowie. Na każdej stronie znajdziemy opisy badań naukowych, na których Walker opiera swoje twierdzenia. W ten sposób próbuje osiągnąć cel książki, którym jest zmiana kulturowego podejścia do snu i w mojej ocenie całkiem logicznie do tego podszedł.

Jednak sam styl książki totalnie mi nie odpowiada. Po pierwsze autor często się powtarza, a niektóre fragmenty są nużące i suche jak kurz. Opisy badań naukowych są za długie i zbyt szczegółowe, a do samych badań w większości nie ma odnośników (wiemy, że ktoś coś udowodnił, ale nie możemy tego zweryfikować). I jak już jestem przy odnośnikach, to zdziwiło mnie, że naukowiec opiera się na twierdzeniu z National Geographic (czy nie powinno być na odwrót?)*

Najbardziej podobały mi się ostatnie rozdziały książki – konkretne i “przyziemne” (w odróżnieniu do rozdziału o falach mózgowych). Co do obietnicy w tytule: moim zdaniem powinien raczej brzmieć “Idźmy spać!” – wtedy byłby bardziej adekwatny do tego, co znajdziemy w środku?

Mam też wrażenie, że autor przemyca w tej pozycji jeden wniosek – każdy powinien spać 8h (co jest kontrowersyjne). Mimo że Walker ma zapewne dobre intencje, to każdego takiego twierdzenia powinniśmy podchodzić z pewną dozą sceptycyzmu.

Ta książka sprawi, że zastanowicie się nad własnymi nawykami dot. snu, ale jeżeli nie lubicie rozległych opisów badań, przebrnięcie przez nią może Wam chwilę zająć.

moja ocena: 3/5

Na końcu książki, Matthew Walker przedstawia wskazówki dotyczące lepszego snu.

12 wskazówek na lepszy sen:

  1. Trzymaj się harmonogramu snu – idź spać i wstawaj o ustalonych porach.
  2. Staraj się ćwiczyć codziennie (min. 30 min) – ale kończ wysiłek nie później niż 3 godziny przed snem.
  3. Unikaj kofeiny i nikotyny.
  4. Unikaj alkoholu późnym wieczorem.
  5. Unikaj dużych posiłków i dużej ilości napojów późnym wieczorem.
  6. Unikaj leków opóźniających zaśnięcie lub zakłócających sen.
  7. Unikaj drzemek po 15.00.
  8. Zadbaj o relaks przed snem.
  9. Weź gorącą kąpiel przed snem.
  10. Przygotuj swoją sypialnię – powinna być ciemna, chłodna i cicha.
  11. Zapewnij sobie odpowiednią ekspozycję na światło słoneczne – przebywaj w naturalnym świetle słonecznym min. 30 minut każdego dnia i zmniejszaj oświetlenie w domu przed położeniem się spać.
  12. Jeżeli leżysz w łóżku ponad 20 min i nie możesz zasnąć, wyjdź z niego i wykonaj relaksujące czynności dopóki nie pojawi się senność.

(za Tips for getting a good night’s sleep, „NIH Medline Plus”, National Library of Medicine (US), 2012)

Ja dodam od siebie – jeżeli uważacie, że Wasz sen jest niedostateczny i/lub źle wpływa na Wasze samopoczucie, skonsultujcie się z lekarzem. Polecam też wpis o apce do pracy z bezsennością, która uzyskała status wyrobu medycznego.

* Chyba nie tylko mnie, bo niejaki Alexey Guzey napisał cały esej o tym, że już w I rozdziale tej książki Walker (przypominam – prof. neuronauki i psychologii) mija się z prawdą, a podane przez niego odnośniki źródłowe są od czapy (więcej o tym tutaj – tiny.pl/r6qng)

Refleksja końcowa

Ta pozycja skłoniła mnie jednak do większej refleksji, by zwracać uwagę na źródła bez względu na to, kto i jak wypowiada się na dany temat. Niestety transfer zaufania, jaki przenoszą profesorowie najbardziej rozpoznawalnych uczelni na świecie na przytoczone przez siebie informacje na nas oddziałuje i na pierwszy rzut oka wydają się prawdziwe i (raczej) godne zaufania. Ale prawda jest taka, że jesteśmy ludźmi, mylimy się: zarówno psycholodzy, profesorowie, jak i artyści, w tym ja.

Dlatego zawsze powinniśmy myśleć samodzielnie i sprawdzać. Z drugiej strony nikt nas nie uczy jak podważać pojedyncze badania naukowe prowadzone przez uczonych, więc dopiero wypadkowa kilku -nastu, -dziesięciu, -set badań powinna być dla nas wyznacznikiem (meta-anlizy). Znajdujemy się też w świecie, gdzie dostęp do obiektywnych informacji jest bardzo utrudniony, bo każdy publicysta nakłada swój filtr na daną sprawę, a nawet jeśli jest obiektywny, to skąd wiemy, czy jego źródła także? Czy za badaniem, a nawet serią badań nie stoi bogaty sponsor, któremu zależy na takim, a nie innym wyniku? A nawet jeżeli czytamy badania i sprawozdania, to często spotykam się też z przedstawianiem danych (np.na wykresach) w ten sposób, by wzbudzały konkretne emocje i wnioski albo są tak niezrozumiałe, że potrzeba AI żeby je rozgryźć.

Przeczytaj także…

inspiracja: https://www.instagram.com/p/CBgU8MCDrRt/

Kojarzycie sytuację, gdy ktoś w ciągu sekundy tak wkurzył Was swoim zachowaniem, że czuliście, że możecie albo się na kogoś wydrzeć albo wyjść z pomieszczenia?

Ja miałam tak wiele razy, bo często reagowałam ogromną instynktowną złością na niespełnienie moich oczekiwań/potrzeb.

Przepracowałam to. Moment „pauzy” sprzedała mi psycholożka, a w sieci zauważyłam, że cudowna @heyamberrae ujęła to w świetną grafikę, dlatego tłumacząc na polski prezentuję ją Wam w nadziei, że się przyda ☺️

Wszyscy zostaliśmy wyposażeni w złość. Może ona powstawać, gdy nasze granice zostały naruszone, a/lub nasze potrzeby niezaspokojone. Na swps.pl czytam, że „złość to niemal to samo co sytuacja stresowa – fizjologiczną podbudową złości jest uruchomienie się fizjologicznego mechanizmu stresu. Podnosi się poziom adrenaliny, noradrenaliny, kortyzolu.”

W złości możemy jednak wziąć głęboki oddech i zrobić sobie pauzę – uważną chwilę, aby upewnić się, że nasze działania są zgodne z naszymi wartościami.

Przestrzeń do zastanowienia:

  1. Czy stosuję reakcje obronne? Dlaczego?
  2. Co przez to rozumiem?
  3. Co teraz czuję? Dlaczego?
  4. Czego teraz potrzebuję?
  5. Co jest dla mnie teraz ważne?
    +Jak mogę reagować bardziej świadomie?

Dr Agnieszka Mościcka-Teske, SWPS, radzi, by złość „dopuszczać do głosu”, by ją sobie uświadomić, czuć i wyrażać, ale nie być przy tym agresywnym. Niekontrolowana agresja może zepsuć nawet najbliższą relację, a biorąc oddech, robiąc pauzę i poważnie, ale dosadnie komunikując na co się zgadzamy, na co nie i co nam nie odpowiada, możemy nią trafnie zarządzać.

Źródła, jak zwykle, znajdziecie TU.

Przeczytaj także…

Nie mogę zasnąć! Przyczyny bezsenności

Kontynuując temat z poprzedniego wpisu o bezsenności: O czym myślicie przed snem? Co nie daje Wam zasnąć?

Wiecie, że główną przyczyną bezsenności jest nadmierne wzbudzenie przed snem? Takie osoby mimo że są zmęczone, nie mogą zasnąć albo ich sen jest płytki, przerywany, jak również w łóżku odczuwają napięcie i gonitwę myśli.

przyczyny bezsenności
źródło: terapiabezsennosci.pl

Na szczęście bezsenność możemy leczyć (jedną z możliwości jest terapia CBT-i). A teraz, polscy psycholodzy opracowali aplikację, która uzyskała nawet status wyrobu medycznego i może nam w tym pomóc. Przetestowałam ją i jest bardzo ciekawa. Składa się z 6 cotygodniowych sesji, które przeprowadzamy samodzielnie w domu. Każda z nich to edukacyjne materiały wideo, testy i poznawanie technik zmiany nawyków i myśli wpływających na powstawanie bezsenności. Robotę też robi Dzienniczek Snu umożliwiając monitorowanie naszego snu i postępów z tygodnia na tydzień.

Ja aktualnie nie mam problemów ze snem, ale w przeszłości bywały sytuacje, gdy stresowałam się, że jest już 23:00, a ja nie śpię! Wyliczałam wtedy, ile godzin snu mi zostało… Te myśli sprawiały, że nie spałam do 1:00, bo ciągle patrzyłam na zegarek Masakra. Dlatego udostępniam ten program – może komuś z Was pomoże. Więcej o nim mówię w relacjach na Instagramie!

Jeżeli temat jest dla Was ciekawy, zajrzyjcie sobie na stronę terapiabezsennosci.pl. Roczny dostęp do wspomnianej apki kosztuje mniej niż 1 konsultacja psychologiczna, a macie też możliwość wykupienia także krótszego okresu. No i ze względu na moją #współpracę z twórcami aplikacji, macie możliwość wykupienia jej taniej o 20% (przy tworzeniu konta wpiszcie kod: „streskiler„).

P.S. Aplikacja Terapia Bezsenności „jest wersją cyfrowej CBT-I, opracowaną przez polskich ekspertów medycyny snu. Opiera się na programie terapeutycznym, który od lat stosuje się w Poradni Leczenia Zaburzeń Snu Szpitala Nowowiejskiego i którego skuteczność wykazano badaniach. Aplikacja przeszła analizę kliniczną pozwalającą wnioskować o skuteczności i bezpieczeństwie tego wyrobu.” – piszą twórcy.

Przeczytaj także…

sen jest ważny

?Dużo mówię o odpoczynku, a zdrowy sen się na niego składa. ?Tosia wie o tym najlepiej. Sen jest ważny.

?Kiedy śpimy praktycznie każda część ciała doświadcza zauważalnych zmian. Nasze ciało i mózg spowalnia, by zaangażować się w procesy regeneracji.

?Mózg dosłownie przygotowuje się na następny dzień. Tworzy nowe ścieżki, które pomogą nam uczyć się i zapamiętywać informacje. Brak odpowiedniej ilości snu (dla każdego jest inna) wpływa na myślenie, koncentrację, poziom energii i nastrój. Jeśli śpimy za mało, nie jesteśmy w stanie przetworzyć tego, czego nauczyliśmy się w ciągu dnia i mamy więcej problemów z zapamiętaniem tego w przyszłości.

?Osoby z bezsennością mają trudności z zasypianiem lub ze spaniem tak długo, jak chcą, co prowadzi do tego, że czują się niewyspane i senne w ciągu dnia. Ma to też negatywny wpływu na nastrój i myślenie.

?Warto podkreślić, że sporadyczne bezsenne noce (1/tyg.) mogą zdarzyć się każdemu i nie są uważane za zaburzenie, a to że czasami gorzej śnimy jest naturalną reakcją organizmu np. w sytuacji stresowych lub zmiany miejsca snu.

❓Miewacie bezsenne noce? A jeśli nie – to czy pamiętacie swoje sny? Ja prawie zawsze!

Źródła, jak zwykle, spisałam TU. Koniecznie je sprawdźcie!

Przeczytaj także…

??Nie musisz szybko zmieniać swojego zdania, tylko dlatego, że ktoś ma inne (np. jeśli nie macie jednakowego zdania to OK, jesteście różnymi ludźmi, możecie mieć odmienne doświadczenia i odmienne opinie).

??Nie musisz obrażać się na kogoś tylko dlatego, że ktoś nie zgadza z Twoim zdaniem (np. on nadal jest Twoim przyjacielem, ma jedynie inne zdanie i ma do tego zdania prawo)

??Nie musisz ukrywać lub wstydzić się swojego zdania, tylko po to, by kogoś nie urazić (np. jeżeli zupa w restauracji jest za słona, nie musisz jej jeść na siłę, masz prawo zwrócić uwagę kelnerowi na jakość przygotowanej potrawy).

??Nie musisz milczeć, jeżeli ktoś swoją opinią stawia Cię w niekomfortowej sytuacji (np. masz prawo zwrócić mu uwagę, nie musi to od razu prowadzić do kłótni, ale możesz wyrazić swoją dezaprobatę).

?Powiem szczerze – nie potrafiłam mieć swojego zdania, jeżeli nie spotkało się z akceptacją innych ? Jeżeli w jakiś sposób utożsamiasz się tymi zdaniami, to jestem tu, by Ci powiedzieć, że ja byłam w tym samym miejscu.

✨Nie musisz czekać na akceptację innych.

Nie musisz uczestniczyć w kłótniach, do których inni Cię prowokują

?Kojarzysz taką sytuację: idziesz sobie chodnikiem lub pracujesz spokojnie na kanapie, gwiżdżąc pod nosem i ciesząc własnym życiem, gdy ktoś nagle do Ciebie podchodzi i krzykiem wznieca awanturę??

?I to wielką awanturę. Taką, po której wychodzisz całkowicie wyczerpana/y, z kiepskim samopoczuciem — a i często nawet nie wiesz, dlaczego w ogóle się pokłóciłaś/eś??

??Ja tak. I zwykle też przedmiotem kłótni jest pierdoła, rzecz, którą moglibyśmy spokojnie wyjaśnić, ustalić przy herbatce.

?Dlaczego więc ta pierdoła właśnie zniszczyła mi dzień? Dlaczego nie mogliśmy porozumieć się bez silnych emocji?

?Dlatego, że właśnie pomogłam drugiej osobie wyładować na sobie napięcie. Przez „wchłonięcie” jej emocji i wciągnięcie się w krzykową wymianę słowną w jednej sekundzie ze spokojnego poranka zrobiła się gówno-burza.?️

?Często obserwuję wyładowywanie swojej frustracji i złości na innych osobach. „Ofiarami” zwykle bywają nasi bliscy lub współpracownicy, bo mamy ich pod ręką, ale czasami są to również nieznajomi (np. w korku, na przystanku, czy chodniku).

??Ja staram się tę kłótnię przeobrazić w konwersację. Moim sposobem (choć nie zawsze się to udaje) jest spojrzenie na sytuację z boku, obserwacja „To są jego emocje.” i decyzja — nie wchodzę w tę kłótnię. Następnie zadaję jak najwięcej pytań drugiej stronie. Złość powstaje w wyniku naruszenia granic lub niezaspokojenia potrzeb, a więc pytając, możemy dojść do sedna problemu i jego związku z nami.

1️⃣ Na początek zadaję podstawowe pytanie: Co się wydarzyło?
2️⃣ Potem: Opowiedz mi o tym więcej (co wtedy pomyślałeś?)
3️⃣ I następnie: Rozumiem, że zdenerwowało Cię (to i to).
Dochodzimy wówczas do rozwiązania problemu. Oczywiście nie przypasuje to do każdej sytuacji, podaję jedynie przykład. Pytanie to dla mnie punkt wyjścia, który daje też czas do namysłu i podjęcia dalszych działań.

?Obserwuję, że gdy ja spokojnie zadaję pytania, druga strona również zaczyna podchodzić w inny sposób.

Mnie pomaga. Dlatego dzisiaj chciałam się tym z Wami podzielić, byśmy ratowali swoje poranki.

P.S. Oczywiście zostawiam temat, że to druga strona odpowiada za swoje emocje i ich regulacje. Poza tym chyba wszyscy wiemy, że nikomu nie służy wyładowywanie się na innych.

Moje podsumowanie 2020: Czy był to zły rok? Nie. Był inny. Do sierpnia nie mogłam uwierzyć w to, co się dzieje. A do teraz czuję się jakbym żyła w innym wymiarze… Ale pozwolę sobie na podstawie moich obserwacji wywróżyć dwie rzeczy, które spotkają nas w przyszłości, może to będzie dla Was ciekawe.

Wiem, że wiele osób skreśliło ten rok. Wiele osób ucierpiało, może i nadal cierpi. Przez stres, niepokój ludzie są bardzo źli, nabuzowani. Chcą wrócić do dawnego życia. Wiele osób czeka w zamknięciu na powrót do normalności. Dla mnie 2020 był przede wszystkim rokiem obserwacji i według mnie nigdy do tamtej normalności nie wrócimy. Jestem zdania, że nasze życie się zmieni, diametralnie. Jak?

Nastanie era technologii i maszyn. Wszystkie firmy na świecie zostały wręcz zmuszone przejść z offline w online i w ten sposób prowadzić biznesy. To uzależniło nas od Internetu jeszcze bardziej, dlatego z cierpliwością czekam na Web 3.0. (zbiór technologii internetowych następnej generacji, w dużym stopniu opierających się na uczeniu maszynowym i sztucznej inteligencji). To moim zdaniem poprowadzi nas do autonomicznych samochodów i robotów-chirurgów. Także, jeżeli ktoś z Was stracił pracę lub zastanawia się nad przebranżowieniem — to mówię Wam, tu są pieniądze (AI, VR, ML, IoT, Blockchain, Programowanie, BigData).

Kolejna rzecz to indywidualizm i skupienie się na jednostce (na sobie). Masowy lock-down sprawił, że zamknęliśmy się nie tylko w domach, ale i spojrzeliśmy wewnątrz siebie. Wiele osób znalazło w końcu czas na to, by zastanowić się „Kim ja w ogóle jestem?” i „Co pragnę zrobić w życiu?”. Te pytania zmieniły się w rozważania, a rozważania w działania. Obserwuję jak wiele zmian o 180 stopni i śmiałych decyzji (zmiana pracy, miejsca zamieszkania, zerwanie związku) podjęli ludzie w tym roku. Indywidualizm może zwiększyć nam odsetek jednoosobowych gospodarstw domowych, a to zapotrzebowanie na mniejsze 1-2-osobowe mieszkania. Wpłynie to również na pogorszenie kondycji demograficznej.

Ale… to przecież tylko moje wróżenie 🙂 prawda?

Macie jakieś swoje obserwacje?